Wybuch afery rasistowskiej

Jan stanął przed problemem wytłumaczenia ojcu przyczyny pobicia. Jak zwykle u niego pierwsza myśl była genialna. Co dalej — było poza jego zainteresowaniem. Długo się nie namyślał, jak odpowiedział ojcu: „Jeden Żyd próbował się zabić w zajeździe, co naraziło interes na szwank, więc szef odreagował swoje frustracje na innym Żydzie”. Dla Samuela sprawa była jasna. Prosto ze szpitala udał się wynająć adwokata, najlepiej takiego, co znany był z prowadzenia spraw o odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych, szczególnie na tle rasistowskim. Długo nie musiał szukać. Liam Achenbach znany był z występowania w obronie tolerancji i przeciw wszelkim przejawom dyskryminacji, czy to na tle etnicznym, religijnym, czy też z powodu niepełnosprawności, wieku, orientacji seksualnej, czy jeszcze innych form nierównego traktowania. Z wyjątkiem może tylko dyskryminacji kobiet. O takim przypadku nikt u niego nie słyszał. Tu jednak akurat profesor Edelstein nie miał zastrzeżeń. Według niego kobieta powinna znać swoją rolę i miejsce w społeczeństwie. Jego zmarła żona Ester znała to miejsce: to dom, rodzina, a poza domem — przy boku męża, a jeszcze lepiej to dwa kroki za nim. Obrona zboczeńców trochę raziła Samuela. „Dziś znaleźć odważnego, co stanie w obronie tradycyjnej rodziny i przeciwko dewiantom, to jak igłę w stogu siana. No, ale młody adwokat musi dbać o karierę, to się rozumie”. – westchnął w duchu Samuel, kiedy w biurze Achenbacha podpisywał pełnomocnictwa.

– Ma pan jakichś świadków, którzy mogliby potwierdzić, że atak miał charakter rasistowski, panie profesorze?

– Tego wieczoru w restauracji było kilku gości. Policja już ich przesłuchiwała.

– I jest pan pewien, że za tym pobiciem nie stały inne jeszcze powody?

– Oczywiście. Mój syn nigdy mnie w niczym nie okłamał. Poza tym jedna z pracownic pana Leitnera — pani Sara Blumental — gotowa jest potwierdzić, że pan Leitner przyrównał mojego syna do wszy ludzkiej, którą powinno się wetrzeć w podłogę.  – odparł Samuel, po czym sapnął ciężko i otarł chusteczką pot z czoła.

– Może wody? – zapytał adwokat, ale profesor tylko potrząsnął przecząco głową.

– Mam blisko 80 lat i nie sądziłem, że dożyję chwili, gdy znowu jeden Niemiec zelży w ten sposób drugiego Niemca, jedynie dlatego, że ten drugi jest innego wyznania i ma inne korzenie narodowościowe.

– Ale czy Georg Leitner był tego świadomy? Religia to dla wielu ludzi bardzo prywatna sfera.

– Ale nie dla mnie! Chyba pan nie wątpi, że jest jeden mieszkaniec Allgäu, który by nie widział, kim ja jestem? – powiedział profesor z wyraźnym oburzeniem. – Od dwudziestu lat jestem honorowym obywatelem tego miasta.

– Naszą chlubą i ozdobą.  Niemniej, musiałem się upewnić, że Georg Leitner jest świadomy waszego pokrewieństwa.

– Oczywiście. Kiedy, Leitner organizował konferencję dla psychiatrów, to mój syn nas sobie przedstawił.

– Czy Georg Leitner ma już przedstawione zarzuty karne?

– Prokurator jeszcze nie podjął decyzji.

– Rozumie pan oczywiście, że ciężar tych zarzutów oraz wyrok, jaki zapadnie w procesie karnym, będzie bezpośrednio wpływał na proces odszkodowawczy i to, co jesteśmy w stanie uzyskać w nim.

– Chcę, żeby Leitnerzy zapłacili za krzywdę mojego syna.

– Mogę pana zapewnić, panie profesorze, że pańscy rodzice więcej mieli w kieszeniach, kiedy opuszczali w 1938 roku Niemcy, od tego, co pozostanie w kieszeniach Leitnerom, po zakończeniu procesu odszkodowawczego.

Jak szybko Edelstein i Achenbach doszli do porozumienia, tak szybko obaj podjęli kolejne kroki. A te skierowali oczywiście do lokalnych mediów. Bez nich, wiadomo, takich procesów się nie wygrywa. Samuel raczej nie zabierał głosu, po to w końcu zatrudnił adwokata. Redaktor przypomniał życiorys profesora Samuela Edelsteina, dramatyczne losy jego rodziny, która po pamiętnej nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku zdecydowała się opuścić nazistowskie Niemcy i uciekać za ocean, dzięki czemu zresztą ocalała podczas wojny z Holocaustu. Profesor urodził się już w Nowym Jorku, w zaledwie kilka tygodni po tym pogromie. 30 lat później powrócił do Niemiec i tu w Bawarii założył rodzinę. W Allgäu urodził się jego jedyny syn Jan – ofiara tego obrzydliwego ataku antysemickiego. Jest pierwsza połowa maja 2018 roku, za pół roku mija 80 – ta już rocznica tragicznej Nocy Kryształowej.1 Padają więc mocne słowa ze strony Achenbacha, pełnomocnika rodziny Edelstein:

– Dziś Profesor Edelstein zastanawia się, czy decyzja o powrocie do rodzimej Bawarii nie była błędem jego życia. I trudno mu się dziwić. Neonazizm niczym dżuma ponownie rozprzestrzenia się po naszym kraju. A nacjonalistyczne i populistyczne partie ze swoimi szowinistycznymi hasłami: „Niemcy dla Niemców” …, bo tak w ogóle, to chciałoby się zapytać, co to w zasadzie znaczy? …  I oni idą już bezwstydnie, z otwartą przyłbicą po władzę. I to jest oczywiście zachętą do takich zachowań, jak to, z którym mieliśmy wczoraj do czynienia tu w Allgäu. Dlatego jestem tu z Profesorem Edelsteinem. Bo podobnie, jak Pan Profesor, nowojorczyk z urodzenia, a Bawarczyk z wyboru, zastanawiam się, czy za parę lat nie przyjdzie mi żałować własnego wyboru. Kiedy w wyniku innego podobnego rasistowskiego ataku, tym razem ktoś z mojej najbliższej rodziny nie stanie się ofiarą agresji […] W przededniu 80. rocznicy tej tragicznej nocy, nocy naszej największej niemieckiej hańby, która rozpętała to szaleństwo nienawiści i pogardy dla drugiego człowieka aż po odebranie mu prawa do istnienia, nam tu, w Bawarii, gdzie narodził się nazizm, w szczególności, nie wolno obojętnie przechodzić koło takich rasistowskich ekscesów, jak ten w Leitnerhof. Zbyt długo i zbyt mozolnie odbudowywaliśmy, utracony w czasie wojny szacunek pośród innych narodów, żeby teraz milczeć, żeby stać bezczynnie. Jestem Szwabem 2 z dziada pradziada, ale w takim dniu jak ten, jestem Żydem.

Sebastian oczywiście słyszał i widział oświadczenie Achenbacha, komentarze dziennikarzy, pełną bólu i cierpienia twarz Samuela Edelsteina, jego autentyczne łzy nad krzywdą ukochanego syna, nad tragedią jego przodków sprzed 80 lat. Dopiero, co aresztowano jego młodszego syna pod haniebnym zarzutem usiłowania gwałtu, teraz doszło oskarżenie o rasizm w stosunku do jego drugiego syna. Prawy Sebastian był doszczętnie zdruzgotany. Był niemal żywcem pogrzebany. To był sądny dzień dla jego rodziny, dla niego samego. Rozumiał, że profesor Edelstein ma prawo czuć się pokrzywdzonym, upokorzonym i szukać sprawiedliwości. Jednak zdawał sobie też sprawę, że to oskarżenie nie miało nic wspólnego z prawdą. Georg był winny pobicia syna profesora i gdyby tylko za nie miał odpowiedzieć, to on nie wyraziłby żadnego sprzeciwu, tak samo, jak wobec oskarżenia Magdalene Ritter w stosunku do Floriana.  Jednak Georg żadnym rasistą nie jest!  I on — ojciec — musi zaprotestować przeciw temu haniebnemu oskarżeniu w stosunku do jego syna. Musi ratować resztki honoru własnej rodziny za wszelką cenę!

Kiedy profesor troszczył się o zadośćuczynienie krzywdy syna, ten zmagał się z własnym sumieniem. Po wyjściu ojca odwiedził go Isaak. Jeszcze wczoraj, to on siedział przy łóżku Isaaka. Ledwo jedna kartka w kalendarzu obróciła się, jak role się odwróciły i to Isaak siedział przy jego szpitalnym łóżku.  Jan wykrzywił z bólu twarz, kiedy próbował podciągnąć się i usiąść wyżej na poduszkach.

– Dostajesz jakiś środki przeciwbólowe?

– Po co?  Dobrze sobie na ten ból zapracowałem.

– Nie chcę, żebyś cierpiał.

– Chcesz mnie pozbawić jedynej ulgi dla mojego sumienia? — zawołał gorzko Jan — Odpuściłem cię.

Jan odwrócił twarz. Isaak zaśmiał się trochę ironicznie.

– A bo to pierwszy raz, Jan?

– Powinieneś sobie znaleźć kogoś, kto na ciebie zasługuje.

– Pewnie tak. Od dwóch dni nie robię nic innego, jak przywołuję nieustannie w pamięci najgorsze obrazy. To całe piekło, które mi tyle razy urządzałeś z mojego życia.

– Pomaga?

– Bardzo. Za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku, że gdyby to miałoby jedyne, co mógłbym już tylko od ciebie dostać, to … to nie zawahałbym się i wziąłbym to.

Jan poczuł, jak własne łzy dławią mu gardło. Chwycił dłoń Isaaka. Ścisnął ją tak mocno, że prawie wbił mu paznokcie w dłoń.

– Nigdy nie byłem wart twojej miłości, Isaak.

– To masz pecha, bo jesteś na nią skazany.

Kortez, Nic tu po mnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: