Milas Leid

Zuerst schüttelte sie Ekel über Magdalenas bloße Vorschläge ab – sie hatte ihren Stolz. Sie würde keine Begleitdame sein! Außerdem wurde sie anders erzogen, und das Vertrauen, das ihre Eltern ihr entgegenbrachten, bevor sie in die große Metropole gingen, brachte sie in große Verlegenheit. Mila wurde jedoch nicht nur von Lisas altem Bekannten unter Druck gesetzt. Es gab auch Druck von der anderen Seite – einige ihrer Kollegen, die gerade aus fernen Provinzen gekommen waren, oder ausländische Studenten hatten einen ‘Sponsor‘ oder eine ‘Sponsorin‘. Als sie das erste Mal mit einem potenziellen Sponsor zu Abendessen, ging sie, nachdem ihr das ‘Angebot‘ unterbreitet worden war, aufs Klo, um den halben Champagner, den sie getrunken hatte, und die Garnelen, die sie gegessen hatte, zurückzugeben. Dann funktionierte einfache Neugier – wer sie waren, wie sie aussahen, was sie erwarteten. Magdalena wählte sorgfältig aus – keiner von ihnen war alt, hässlich oder ekelhaft. Alle waren gut ausgebildet, mit der Welt vertraut und natürlich auch finanziell etabliert: ein Arzt, ein leitender Angestellter in einem internationalen Unternehmen, ein Anwalt, ein IT-Spezialist, ein Geschäftsmann usw. Alter zwischen dreißig und vierzig. „Damit du auch etwas davon hast!”, lachte Magdalene zynisch, als sie ihr eine Angebotsliste machte.[…]

Der Prozess

Lisa setzte ihr Argument fort, „Es gibt dokumentierte Vorfälle von Patienten, die nachts im Morgenmantel das Haus verlassen und auf einer Parkbank einschlafen. Nachdem die Nachbarn im Erdgeschoss eingeschritten sind wegen des Bades geflutet haben, weil Frau Leitner in der Badewanne eingeschlafen ist, kann nicht mehr geleugnet werden, dass der Beklagte auch sich selbst zu gefährden beginnt. Was passiert, wenn Frau Leitner, nachdem sie diese psychotropen Medikamenten zusammen mit Alkohol genommen hat, mitten in der Nacht aus dem Haus geht und von einem Auto angefahren wird? Oder wird sie so viele diese Medikamenten nehmen, dass morgens man nur noch einen Arzt rufen kann, um die Sterbeurkunde zu schreiben?” „Diese perfide Schlampe hat mich nicht nur vor Gericht zu einem Monster und Verrückten gemacht, sondern versucht auch, mich zum Alkoholiker zu machen. Warum halten Sie sie nicht auf?”, zischte Mirjam und wandte sich an den Anwalt. Aber er saß mit geschlossenen Augen da, als wäre er in sich versunken und reagierte auf nichts. […]

München. Der Manager und die Kellnerin des Gogo Clubs

Für Georg war die mangelnde Unterstützung seines Vaters für seine Pläne nur eine Bestätigung der lang gehegten Überzeugung, dass er seinem Vater genauso viel bedeutete wie der letzte Schnee, der in diesem Frühjahr aus den Bergen floss. Das Angebot seines Vaters, ihm finanziell zu helfen, lehnte Georg mit gekränktem Stolz ab. „Ich habe mein Startkapital.Czytaj dalej „München. Der Manager und die Kellnerin des Gogo Clubs”

Das Fatum. Mutter und Tochter.

Das Drama ihrer Tochter und nun die Verhaftung von Florian nur eine Woche nach seiner Rückkehr mit Mila aus München brach Karin völlig.  Es war viertel nach sechs, als Florian genommen wurde. Der verschlafener Georg hatte es nicht geschafft, die Küche zu öffnen, als um sechs Uhr die Polizei an der Tür stand. Geschockt wartete sie vergeblich auf ein einziges Wort des Dementis von Florian. Aber sobald die erste Verblüffung vergangen war, erschien nach einer kurzen Verwirrung eine kalte Gleichgültigkeit auf seinem Gesicht. Wann immer der Name dieser Frau erwähnt wurde, nahm sein Gesicht einen grimmigen Ausdruck an, und seine Hände ballten sich unwillkürlich zu Fäusten. Georg antwortete mit einem albernen Lachen, als hätte er den Witz des Jahres gehört. Sebastian stand mauerbleich und regungslos da und wartete auf die Reaktion seines Sohnes. Doch Florian senkte nur den Blick und wandte sein Gesicht ab. Mila rannte in ihr Zimmer, auf Georges Gesicht verwandelte sich ein dümmliches Lächeln in Verachtung. Karin hatte das Gefühl, dass ihr die Luft in den Lungen ausging, ihre Beine weigerten sich zu gehorchen – sie musste sich gegen den Stuhl lehnen, um nicht herunterzufallen. Am Nachmittag rief Sebastian sie zusammen und befahl Georg, die Leitung des Gasthauses zu übernehmen. Lisa sollte die entsprechenden Papiere vorbereiten und an diesem Abend vorbeibringen. Georg stellte die Frage nach einem Anwalt für Florian und warf einen fragenden Blick auf seinen Vater und dann auf Karin. Als Antwort verließ Sebastian den Raum, und Karin, die es bereits seit dem Morgen geschafft hatte, ihre Emotionen im Zaum zu halten und die Anschuldigung zu verdauen, antwortete kurz, „Er wird einen Pflichtverteidiger bekommen!” Karin, eine aus der Familie, hatte Grund, Magdalena Ritter zu glauben. […]

Co dalej?

Lorenz chciałby odbudować stado, a to, co mu zatruwa głowę, to własny wiek. Do grobu to on się jeszcze nie wybiera, co to, to nie! Mimo to Lorenz czasami czuje się nie jak przyszły dziadek, ale jak przyszły ojciec, który musi myśleć, jak tu zapewnić dziecku utrzymanie i dobre wychowanie przez następne dwie dekady. „Ileż to lat on będzie miał, gdy dziecko Marie dorośnie i będzie mógł mu Alp przekazać?” – Lorenz woli nie liczyć, bo jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mu do głowy to: „Matuzalem”. Na szczęście zawsze jest nadzieja, że czas podpowie inne – lepsze – rozwiązanie. „Ta, ten nowy przyjaciel Marie wydaje się w być porządku. Wykształcony, ale nosa nie zadzierał przed nim, roboty ciężkiej też się nie brzydził. Hmm, wziął na siebie rolę ojca dziecka – znaczy, że Marie mu się podoba i jemu na niej zależy. Bez dwóch zdań! Nie ma więc co się martwić na zapas, tylko trochę jednak gotówki zatrzymać. Stopnieją śniegi i wraz z nimi odpłyną z Alp wszystkie kłopoty.” – pocieszał się w te długie zimowe wieczory Lorenz.[…] Na co dzień to Lisa zajęła teraz miejsce Marie w pracach domowych i w ich serowej fabryce. Przyszło pani prawnik zdjąć obcasy, ubrać gumiaki i wziąć widły czy łopatę do ręki. Od momentu, gdy tylko pierwszy śnieg zasypał Alp, to żaden klient się do niej nie pofatygował do biura położonego wysoko w górach.[…] Tą pomocą okazała się być dwudziestopięcioletnia Sara Blumental. Dziewczyna była ekolożką po studiach, wielką zwolenniczką zdrowego trybu życia – jak zarazy unikała wszelkich kupnych kosmetyków i przetworzonego jedzenia, do tego była joginką i weganką. Urodziła się i wychowała w mieście, ale kochała góry i w Alp upatrywała możliwości życia wreszcie w zgodzie z naturą. Odkąd trawa się zazieleniła w Alp, a temperatura rano przekroczyła kilkanaście stopni, to każdego poranka, jeśli tylko nie było deszczu, wynosiła na trawnik swoją matę do jogi i zaczynała dzień od powitania słońca. Z wyglądu była typem chłopczycy – nosiła krótkie włosy, dżinsy, męską koszulę, do tego prawie żadnych ozdób. Ruchy miała zwinne i pełne gracji. Całą sobą ucieleśniała piękno natury – zero sztuczności. Temperament miała raczej spokojny – bliski Marie, za to język cięty jak brzytwa, przy którym drobne złośliwości i uszczypliwości najstarszej z córek Hubera brzmiały jak komplementy do bukietu ślubnego panny młodej. Ta pyskata i niedająca sobie w kaszę dmuchać dziewczyna, o bardzo wyrazistych poglądach z miejsca spodobała się obu siostrom. […] Minęła zima, wraz ze smutną dwudziestą już rocznicą śmierci Petera i z nadejściem wiosny przyszły też wielkie porządki w Leitnerhof. A zaczęło się od kłótni braci. Wszystkie decyzje, które w tamtym czasie Georg podejmował były tego rodzaju, jakie właśnie by nie podjął, gdyby nie został wprowadzony w błąd. Sprawa Marie była dla niego formalnie zamknięta – wycofanie się. Formalnie, bo na poziomie emocji, to paradoksalnie dzięki właśnie Janowi, działało pierwsze prawo rynku: im dane dobro jest mniej dostępne, tym jego wartość jest większa. Marie była niedostępna – jej akcje szły w górę. Generalnie wszystkie jego myśli krążyły wokół pytania: „Co by było, gdyby się ta przybłęda nie przypałętała do Alp!” Wizyta starego kumpla Steffena na jesieni dała Georgowi mocno do myślenia. Bilans roczny, który przedstawił Florian rodzinie nie napawał radością, ani optymizmem na przyszłość. Nie mając nic lepszego do roboty w długie zimowe wieczory zajął się Georg planami odnośnie do zajazdu, żeby wraz z nadejściem sezonu wykosić okoliczną konkurencję i poprawić nie najlepszą kondycję finansową rodzinnego interesu. […] Tej wiosny Karin i Florian bardziej zajęci byli planowaniem urlopu we dwoje poza Allgäu jak tradycyjnymi wiosennymi remontami, przeróbkami. Co tu dopiero mówić o pełnych rozmachu planach inwestycyjnych, które zaproponował Georg! Wieosna: ptaszki śpiewają, gołąbki gruchają, trawa się zieleni, wszystko kwitnie. Za oknami wprawdzie dopiero kwiecień, ale w sercach Karin i Floriana już prawdziwy maj: „Love is all around[1]”. Minęły święta Wielkiejnocy, Mila powróciła do Monachium po świątecznej przerwie, a uwolnieni od przyzwoitki w domu rodzice zajęli się nawzajem sobą: To późne szczęście małżeńskie młodszych Leitnerów, którzy swym zachowaniem przypominali bardziej nowożeńców, jak małżeństwo z dwudziestoletnim stażem, rzucało się już po oczach całemu Leitnerhof. Sebastiana serce oczywiście radował ten widok. Od niepamiętnych czasów zazdrosnemu o brata Georgowi, teraz dopiero żałość zaczęła cztery litery ściskać, a język puchnął od nieustannych złośliwości, na te wiosenne przebudzenie w małżeństwie brata. Przygodne turystki spowszechniały Georgowi, a Anna od dawna mu się nie narzucała. Samotność zawodziła mu w sercu bardziej od strun starych skrzypiec, a czas płynął od jednej wizyty córki do kolejnej. Tylko Lea jeszcze wprawiała go w radosny humor, tylko córka wprowadzała jakąś ożywczą nutę do szarej codzienności. Karin i Florian, jak na ludzi szczęśliwych przystało, z serca życzyli każdemu obok uśmiechu fortuny, nie dziwi więc, że jeśli w ogóle jeszcze na przycinki Georga reagowali, to z pobłażliwością dla dziecka, ewentualnie litością dla głupca, który sam swoje szczęście roztrwonił. Florian był teraz jak najdalej od planów brata co do zajazdu, głowę jego zaprzątają zgoła inne plany – powiększenie rodziny. Stąd też nie miał żadnego zrozumienia dla pomysłów Georga. Bracia szybko weszli w zwarcie. Georg próbował ostatniej szansy do przeforsowania swojego zdania szukając poparcia u ojca. Niestety, spotkał go tu kolejny tylko zawód, bo ojciec umył tym razem ręce, stwierdzając, że sami mają się dogadać. Niemożność dogadania się z bratem w sprawie przyszłości zajazdu poskutkowała decyzją Georga, żeby porzucić na dobre Leitnerhof i spróbować swoje plany realizować poza Leitnerhof, poza Allgäu – w Monachium. […]Ale nie to okazało się najgorsze, co go spotkało w Monachium. Efektem ubocznym jego przygody w roli menedżera okazało się niespodziewane spotkanie z bratanicą. Georg od pierwszej chwili zastanawiał się, co on robi w tym wyjątkowo nieciekawym miejscu, ale Mila?! To był więcej jak przykry widok. Flori sobie z Karin gruchali w domu, a ich pociecha była o krok od ulicy. Jedyną nadzieją na przyzwoite zakończenie tego horrendalnego dnia miała być wizyta u Mirjam i spotkanie z córką. Niestety tu dopiero zaczął się prawdziwy horror, i to od samego wejścia. Drzwi otworzyła mu córka, bo nieprzytomna od prochów Mirjam leżała w swojej sypialni na łóżku, zupełnie nieobecna po próbie jej dobudzenia przez Georga. W mieszkaniu panował kompletny rozgardiasz, a całość tylko niezgrabnie próbowała jakoś ogarnąć Lea.[…]Mimo urazy do brata zagadnął go Milę, czy na pewno wie, gdzie jego córka pracuje. Florian odpowiedział zgodnie z przekonaniem, że Mila dorabia jako kelnerka w restauracji jednego z monachijskich hoteli. „Może i ona robi za kelnerkę, ale miejsce, w którym jest zatrudniona to na pewno nie jest restauracja. I powiem ci jedno Florian, że życzę ci, żeby to był jedyny etat, jaki ona tam ma. – odparł sucho Georg.” […}