Der Prozess

Lisa setzte ihr Argument fort, „Es gibt dokumentierte Vorfälle von Patienten, die nachts im Morgenmantel das Haus verlassen und auf einer Parkbank einschlafen. Nachdem die Nachbarn im Erdgeschoss eingeschritten sind wegen des Bades geflutet haben, weil Frau Leitner in der Badewanne eingeschlafen ist, kann nicht mehr geleugnet werden, dass der Beklagte auch sich selbst zu gefährden beginnt. Was passiert, wenn Frau Leitner, nachdem sie diese psychotropen Medikamenten zusammen mit Alkohol genommen hat, mitten in der Nacht aus dem Haus geht und von einem Auto angefahren wird? Oder wird sie so viele diese Medikamenten nehmen, dass morgens man nur noch einen Arzt rufen kann, um die Sterbeurkunde zu schreiben?” „Diese perfide Schlampe hat mich nicht nur vor Gericht zu einem Monster und Verrückten gemacht, sondern versucht auch, mich zum Alkoholiker zu machen. Warum halten Sie sie nicht auf?”, zischte Mirjam und wandte sich an den Anwalt. Aber er saß mit geschlossenen Augen da, als wäre er in sich versunken und reagierte auf nichts. […]

München. Der Manager und die Kellnerin des Gogo Clubs

Für Georg war die mangelnde Unterstützung seines Vaters für seine Pläne nur eine Bestätigung der lang gehegten Überzeugung, dass er seinem Vater genauso viel bedeutete wie der letzte Schnee, der in diesem Frühjahr aus den Bergen floss. Das Angebot seines Vaters, ihm finanziell zu helfen, lehnte Georg mit gekränktem Stolz ab. „Ich habe mein Startkapital.Czytaj dalej „München. Der Manager und die Kellnerin des Gogo Clubs”

Das Fatum. Mutter und Tochter.

Das Drama ihrer Tochter und nun die Verhaftung von Florian nur eine Woche nach seiner Rückkehr mit Mila aus München brach Karin völlig.  Es war viertel nach sechs, als Florian genommen wurde. Der verschlafener Georg hatte es nicht geschafft, die Küche zu öffnen, als um sechs Uhr die Polizei an der Tür stand. Geschockt wartete sie vergeblich auf ein einziges Wort des Dementis von Florian. Aber sobald die erste Verblüffung vergangen war, erschien nach einer kurzen Verwirrung eine kalte Gleichgültigkeit auf seinem Gesicht. Wann immer der Name dieser Frau erwähnt wurde, nahm sein Gesicht einen grimmigen Ausdruck an, und seine Hände ballten sich unwillkürlich zu Fäusten. Georg antwortete mit einem albernen Lachen, als hätte er den Witz des Jahres gehört. Sebastian stand mauerbleich und regungslos da und wartete auf die Reaktion seines Sohnes. Doch Florian senkte nur den Blick und wandte sein Gesicht ab. Mila rannte in ihr Zimmer, auf Georges Gesicht verwandelte sich ein dümmliches Lächeln in Verachtung. Karin hatte das Gefühl, dass ihr die Luft in den Lungen ausging, ihre Beine weigerten sich zu gehorchen – sie musste sich gegen den Stuhl lehnen, um nicht herunterzufallen. Am Nachmittag rief Sebastian sie zusammen und befahl Georg, die Leitung des Gasthauses zu übernehmen. Lisa sollte die entsprechenden Papiere vorbereiten und an diesem Abend vorbeibringen. Georg stellte die Frage nach einem Anwalt für Florian und warf einen fragenden Blick auf seinen Vater und dann auf Karin. Als Antwort verließ Sebastian den Raum, und Karin, die es bereits seit dem Morgen geschafft hatte, ihre Emotionen im Zaum zu halten und die Anschuldigung zu verdauen, antwortete kurz, „Er wird einen Pflichtverteidiger bekommen!” Karin, eine aus der Familie, hatte Grund, Magdalena Ritter zu glauben. […]

Mysteriöse Gast bei Hubers Alp. Lisas Vergangenheit.

[…]Die Frau stellte sich als Magdalene Ritter vor und erklärte, dass sie eine alte Bekannte von Lisa aus München sei. Marie und Lorenz waren neugierig und fragten sie, ob sie eine Anwältin wie Lisa sei. Sie antwortete nur beiläufig, dass ihre Branche Unterhaltung sei. Lisa, die anfangs keineswegs erfreut war, Magdalene in der Alp zu sehen, brachte ihre alte Freundin schnell weg von den neugierigen Augen ihrer Familie und dem Rest des Haushalts in ihr Büro. Kaum waren sie allein, offenbarte Magdalena ihr den Grund ihres Besuchs. Was Lisa von ihr hörte, reichte aus, um alle Irritationen und den Wunsch, den ungebetenen Gast so schnell wie möglich aus dem Haus zu entfernen, verschwinden zu lassen. Magdalene beschuldigte Florian der versuchten Vergewaltigung.[…]

Mirjam und Jan kehren nach Allgäu zurück



Przez dwa miesiące pobytu w Norymbergi Mirjam zaczęła się już u Jana zadamawiać. Przez pierwsze tygodnie, kiedy Jan przebywał na zwolnieniu lekarskim poświęcał czas swoim dwóm gościom w całości, pokazując im co większe atrakcje miasta oraz rozwiązując ich problemy. Jan od pierwszego dnia dbał, żeby Mirjam z córką się u niego jak najlepiej czuły i niczego im nie brakowało. […]Jan za dużo czasu w swoim mieszkaniu nie spędzał – praca w klinice, praktyka prywatna, odwiedzanie swoich podopiecznych w ich domach, załatwianie dla nich licznych spraw, z którymi sobie nie radzili, zajmowało mu większość część dnia. Wieczory i weekendy spędzali już w trójkę. Niemal jak rodzina. Coś upichcili razem, pograli w trójkę w jakąś grę po kolacji, a kiedy Lea zasnęła, to obejrzeli razem film, czy spędzili wieczór przy lampce wina na rozmowie. Nigdy nudnej. Mirjam coraz częściej łapała się na tym, że ten model rodziny, gdzie po kolacji facet nic od niej nie chce bardzo jej odpowiada. […]. Zwierzyniec, który miał u siebie Isaak pochłonął bez reszty Leę. Wszystkie dotychczasowe starania Jana i Mirjam, żeby wymazać z pamięci Lei wydarzenia z Leitnerhof wydawały się spełzać na niczym. Wystarczyło jednak, że Lea przekroczyła progi pokoju, gdzie znajdowało się sześć szczeniąt, żeby z twarzy dziewczynki zniknął smutek, zamyślenie i oderwanie, które stale powracało u niej, gdy tylko matka na pięć minut pozostawiła ją samej sobie. I nie potrzeba było kwadransa, żeby Lea biegała już za całym zwierzyńcem po mieszkaniu Isaaka, a wesoły śmiech dziewczynki przeplatał się z piskiem, skamleniem małych labradorów i wrzaskiem czterech kocurów. Czego nie mogli dokonać ani doświadczony terapeuta, ani czuła matka przez długie tygodnie, to zrobiły w jedno popołudnie cztery koty oraz sześć szczeniaków. Mirjam nie rozumiała, dlaczego Jan i Isaak nie prowadzą praktyki wspólnie, tylko wszystko jest oddzielne. Tajemnica się wydała, kiedy zajrzała do dokumentacji pacjentów Jana i zrozumiała jak się ten jego terapeutyczny biznes kręci. […]
– Ale rzeczywiście ktoś powinien to wreszcie ogarnąć. Tyle, że dla naszej niezastąpionej Valerie to zbyt wygórowane zadanie.

– Dziwę się, że w ogóle chce tu pracować. Co drugi twój pacjent jest poza oficjalnym systemem.

– Ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy psychoterapeuty, zwykle nie mają na nią. Ich życie to katastrofa pod każdym względem. – odparł zarzut Jan, żeby zaraz jednak zaznaczyć:

– Ale mam też takich, których można pociągnąć za portfel.

– Jeśli się wie jak. – odparła z odpowiednia miną Mirjam.

– Jeśli się wie jak. – powtórzył z ubawem na ustach Isaak.

Mirjam, która uznała w końcu, że tylko ona tu przejmuje się stanem praktyki Jana, a to przecież nie jest jej zmartwienie, powiedziała już lżejszym tonem:

– Widzę, Isaak, że bierzesz Jana z całym dobrodziejstwem inwentarza.

– Nie bez wzajemności. – odparł Jan, rzucając przy tym spojrzeniem po menażerii Isaaka oraz porozkładanych wszędzie na podłogach papierach i szmatach, w które sikała jego czteronożna czeredka.

– Tja, bałagan w dokumentacji twoich pacjentów jedynie z bałaganem w tej garsonierze można zestawić.

– Wiesz co, Mirjam, zamiast nas łajać, to może weźmiesz byka za rogi i uporządkujesz tę stajnię Augiasza. – rzucił nagle zaczepnie Jan.

– Zanim odpowiem, to tak gwoli ścisłości, chodzi ci o stajnię w twoim gabinecie, czy tu?

– Podłogi sami wymyjemy. – szybko odparł Isaak.

– Oczywiście, że chodzi o poprowadzenie praktyki.

– Mhm. Ta korrida mi odpowiada. Stawiam jednak warunki.

– Zamieniamy się w słuch. – odparł Jan rzucając jednocześnie spojrzenie na Isaaka, który tylko gestem dał znać, że czeka na propozycje Mirjam.

Mirjam wzięła ołówek, po czym wyrwała jedną czystą kartkę z bloku, w którym rysowała Lea i podała Janowi.

– No to notuj, Jan. Po pierwsze, zawiązujecie spółkę partnerską. Dwóch praktyk prowadzić nie będę. Dwa, to ja od teraz zakreślam limit twoich caritasowych pacjentów oraz warunki na jakich oni tu będą leczeni. Chyba, że od razu zawiązujemy fundację charytatywną?

– OK. Mów dalej.

– Trzy, to moje uposażenie. – Mirjam zatrzymała się na moment, spojrzała po jednym i drugim potencjalnym wspólniku jakby coś w głowie rozważała, wreszcie rzuciła – Równe pensji Isaaka.

– Rozsądny wybór.

– To nie wszystko. Chcę też 25 procent od zysków spółki.

– Od null to nie jest dużo. – odparł Jan, który generalnie pilnował, żeby nie brakło tu na rachunki, a żył z pensji w klinice. – Tu zysków raczej nie ma, jeśli się zdążyłaś zorientować.

– Moja w tym głowa, żeby teraz już były … Więc jak chłopcy?