Mysteriöse Gast bei Hubers Alp. Lisas Vergangenheit.

[…]Die Frau stellte sich als Magdalene Ritter vor und erklärte, dass sie eine alte Bekannte von Lisa aus München sei. Marie und Lorenz waren neugierig und fragten sie, ob sie eine Anwältin wie Lisa sei. Sie antwortete nur beiläufig, dass ihre Branche Unterhaltung sei. Lisa, die anfangs keineswegs erfreut war, Magdalene in der Alp zu sehen, brachte ihre alte Freundin schnell weg von den neugierigen Augen ihrer Familie und dem Rest des Haushalts in ihr Büro. Kaum waren sie allein, offenbarte Magdalena ihr den Grund ihres Besuchs. Was Lisa von ihr hörte, reichte aus, um alle Irritationen und den Wunsch, den ungebetenen Gast so schnell wie möglich aus dem Haus zu entfernen, verschwinden zu lassen. Magdalene beschuldigte Florian der versuchten Vergewaltigung.[…]

Mirjam und Jan kehren nach Allgäu zurück/ Powrót Jana i Mirjam do Allgäu



Przez dwa miesiące pobytu w Norymbergi Mirjam zaczęła się już u Jana zadamawiać. Przez pierwsze tygodnie, kiedy Jan przebywał na zwolnieniu lekarskim poświęcał czas swoim dwóm gościom w całości, pokazując im co większe atrakcje miasta oraz rozwiązując ich problemy. Jan od pierwszego dnia dbał, żeby Mirjam z córką się u niego jak najlepiej czuły i niczego im nie brakowało. […]Jan za dużo czasu w swoim mieszkaniu nie spędzał – praca w klinice, praktyka prywatna, odwiedzanie swoich podopiecznych w ich domach, załatwianie dla nich licznych spraw, z którymi sobie nie radzili, zajmowało mu większość część dnia. Wieczory i weekendy spędzali już w trójkę. Niemal jak rodzina. Coś upichcili razem, pograli w trójkę w jakąś grę po kolacji, a kiedy Lea zasnęła, to obejrzeli razem film, czy spędzili wieczór przy lampce wina na rozmowie. Nigdy nudnej. Mirjam coraz częściej łapała się na tym, że ten model rodziny, gdzie po kolacji facet nic od niej nie chce bardzo jej odpowiada. […]. Zwierzyniec, który miał u siebie Isaak pochłonął bez reszty Leę. Wszystkie dotychczasowe starania Jana i Mirjam, żeby wymazać z pamięci Lei wydarzenia z Leitnerhof wydawały się spełzać na niczym. Wystarczyło jednak, że Lea przekroczyła progi pokoju, gdzie znajdowało się sześć szczeniąt, żeby z twarzy dziewczynki zniknął smutek, zamyślenie i oderwanie, które stale powracało u niej, gdy tylko matka na pięć minut pozostawiła ją samej sobie. I nie potrzeba było kwadransa, żeby Lea biegała już za całym zwierzyńcem po mieszkaniu Isaaka, a wesoły śmiech dziewczynki przeplatał się z piskiem, skamleniem małych labradorów i wrzaskiem czterech kocurów. Czego nie mogli dokonać ani doświadczony terapeuta, ani czuła matka przez długie tygodnie, to zrobiły w jedno popołudnie cztery koty oraz sześć szczeniaków. Mirjam nie rozumiała, dlaczego Jan i Isaak nie prowadzą praktyki wspólnie, tylko wszystko jest oddzielne. Tajemnica się wydała, kiedy zajrzała do dokumentacji pacjentów Jana i zrozumiała jak się ten jego terapeutyczny biznes kręci. […]
– Ale rzeczywiście ktoś powinien to wreszcie ogarnąć. Tyle, że dla naszej niezastąpionej Valerie to zbyt wygórowane zadanie.

– Dziwę się, że w ogóle chce tu pracować. Co drugi twój pacjent jest poza oficjalnym systemem.

– Ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy psychoterapeuty, zwykle nie mają na nią. Ich życie to katastrofa pod każdym względem. – odparł zarzut Jan, żeby zaraz jednak zaznaczyć:

– Ale mam też takich, których można pociągnąć za portfel.

– Jeśli się wie jak. – odparła z odpowiednia miną Mirjam.

– Jeśli się wie jak. – powtórzył z ubawem na ustach Isaak.

Mirjam, która uznała w końcu, że tylko ona tu przejmuje się stanem praktyki Jana, a to przecież nie jest jej zmartwienie, powiedziała już lżejszym tonem:

– Widzę, Isaak, że bierzesz Jana z całym dobrodziejstwem inwentarza.

– Nie bez wzajemności. – odparł Jan, rzucając przy tym spojrzeniem po menażerii Isaaka oraz porozkładanych wszędzie na podłogach papierach i szmatach, w które sikała jego czteronożna czeredka.

– Tja, bałagan w dokumentacji twoich pacjentów jedynie z bałaganem w tej garsonierze można zestawić.

– Wiesz co, Mirjam, zamiast nas łajać, to może weźmiesz byka za rogi i uporządkujesz tę stajnię Augiasza. – rzucił nagle zaczepnie Jan.

– Zanim odpowiem, to tak gwoli ścisłości, chodzi ci o stajnię w twoim gabinecie, czy tu?

– Podłogi sami wymyjemy. – szybko odparł Isaak.

– Oczywiście, że chodzi o poprowadzenie praktyki.

– Mhm. Ta korrida mi odpowiada. Stawiam jednak warunki.

– Zamieniamy się w słuch. – odparł Jan rzucając jednocześnie spojrzenie na Isaaka, który tylko gestem dał znać, że czeka na propozycje Mirjam.

Mirjam wzięła ołówek, po czym wyrwała jedną czystą kartkę z bloku, w którym rysowała Lea i podała Janowi.

– No to notuj, Jan. Po pierwsze, zawiązujecie spółkę partnerską. Dwóch praktyk prowadzić nie będę. Dwa, to ja od teraz zakreślam limit twoich caritasowych pacjentów oraz warunki na jakich oni tu będą leczeni. Chyba, że od razu zawiązujemy fundację charytatywną?

– OK. Mów dalej.

– Trzy, to moje uposażenie. – Mirjam zatrzymała się na moment, spojrzała po jednym i drugim potencjalnym wspólniku jakby coś w głowie rozważała, wreszcie rzuciła – Równe pensji Isaaka.

– Rozsądny wybór.

– To nie wszystko. Chcę też 25 procent od zysków spółki.

– Od null to nie jest dużo. – odparł Jan, który generalnie pilnował, żeby nie brakło tu na rachunki, a żył z pensji w klinice. – Tu zysków raczej nie ma, jeśli się zdążyłaś zorientować.

– Moja w tym głowa, żeby teraz już były … Więc jak chłopcy?

Mutter und Sohn oder Mohammeds Dilemmata

„Mama, sie ist keine Muslimin.“
„Ich nehme an. Allerdings wird nicht jeder, der als Muslim stirbt, als einer geboren.“
„Mila wird niemals Muslimin.“
„Es ist genug, dass sie Christin ist. Außerdem ist das Wort „nie” gut für Zweiflers. Und mein Sohn wurde nicht zum Zweifler erzogen.“
„Zeitgenössischer Tanz und Gesang sind ihre Leidenschaft. Und das ist Haram nach dem Koran. Das falsche Mädchen mit den falschen Interessen. Ein Muslim hat einem Mädchen, das sich für diese Art von Kunst interessiert, nicht viel zu bieten. Ein hoffnungsloser Fall.“
„Wenn sie hoffnungslos wäre, hättest du heute keines Muskelkaters.“
„Ich bin verrückt.“
„Du hast dich einfach verliebt.“
„Was soll ich jetzt damit tun?“
„Überwinde die Hindernisse. Dein Vater war auch kein Muslim, als ich ihn traf. Als ich vor 20 Jahren nach Deutschland kam, haben mich deine Großeltern nicht akzeptiert, und deine Tanten haben mich zunächst aus Mitleid geduldet. Ich war ein einsamer und nutzloser Fremder. Dein Vater sprach nur so viel wie nötig mit mir, weil er angenommen hatte, dass jedes Gespräch, das über das Notwendige hinausging, für mich unangemessen wäre.“
„Sogar über das Wetter?“
„Sogar. Also wusste ich nicht, was er wirklich über mich dachte. Von den drei seiner Schwestern sprach nur deine Tante Christina ziemlich viel Englisch, und als sie uns zweimal pro Woche besuchte, war dies das einzige Mal, dass ich mit jemandem sprechen konnte. Wie Lichter im Tunnel habe ich deine Brüder hierherkommen gewartet. Ich dachte – sie haben ihre Mutter verloren, also werde ich auf sie aufpassen. Endlich wird mich hier jemand brauchen. Und als sie auftauchten, wollte keiner von ihnen etwas mit mir zu tun haben. Also saß ich allein oben in der Wohnung und fragte mich oft, warum dein Vater mich überhaupt hierhergebracht hatte. Es war eine hoffnungslose Situation. Und nächstes Jahr wird es 20 Jahre her sein, dass ich mit deinem Vater verheiratet bin. Was heute unmöglich ist, wird morgen Realität.“[…]

Zagubione siostry.

[…]Postanowiła odwiedzić swoją matkę w więzieniu w Memmingen. Jeszcze przed południem załatwiła sobie widzenie z matką. Sytuacja, że Margarete odbywała już karę na oddziale otwartym oraz zmienione warunki wizyt, umożliwiły matce i córce bezpośredni kontakt podczas wizyty. Karin mogła wreszcie wyrzucić z siebie cały ból. Czekała prawie 25 lat aż matka weźmie ją w ramiona i osuszy ręką jej łzy. Wiedziała, że dokłada matce cierpienia, ale kto inny, jak nie matka mógłby ją jeszcze zrozumieć? Kobieta, która po kilkunastu latach małżeństwa nagle zrozumiała, że człowiek, za którego wyszła za mąż, któremu wierzyła i ufała, to ktoś zupełnie inny! Margarete po tym, co usłyszała na temat zięcia, a także i odnowienia zerwanych relacji pomiędzy Sebastianem i Lorenzem, uznała, że nie ma już żadnych powodów, aby dłużeć ukrywać prawdę przed córką na temat jej pochodzenia. Wcześniej, ze względu na panującą nienawiść pomiędzy rodzinami, obawiała się, że prawda mogłaby zrujnować małżeństwo jej córki. […]

Wstrząśnięta tym, co usłyszała od matki Karin, po powrocie do domu, odruchowo chwyciła za telefon i zadzwoniła do Lisy. Od dawna nie łączyły je przyjacielskie relacje, ich drogi rozjechały się. Wydawało się, że bezpowrotnie. Jednak jakiś głos wewnętrzny kazał jej zwrócić się z całym tym przytłaczającym ciężarem właśnie do Lisy. Przecież były sobie kiedyś bliskie jak siostry! Nie mogą pozostać sobie już na zawsze obce, skoro właśnie nie są, bo łączą je więzi siostrzane. Zaprosiła więc Lisę do siebie na wieczór. Lisa, która spodziewała się, że Karin będzie chciała z nią mówić o Florianie i jego aresztowaniu, w pierwszej chwili miała zamiar odmówić. Nie miała ochoty na rozmowę o Florianie ani tym bardziej może pocieszać Karin! Słysząc jednak w głosie dawnej przyjaciółki desperacki ton, po krótkim wahaniu, przyjęła jej zaproszenie. […]
– Karin, bardzo mi przykro z powodu ciebie, z powodu Mili, tego co obie przeżywacie, ale to nie zmienia faktu, że ja wierzę Magdalene i mam nadzieję, że Florian dostanie, co mu się należy. – powiedziała chłodno Lisa, a jej usta przybrały zacięty wyraz.

– Możesz mi wierzyć albo i nie, ale akurat ja nie mam powodów, żeby go bronić.

Lisa wbiła mimowolnie zdumione spojrzenie w Karin, ta jednak szybko ucięła temat, przechodząc do tego, co było powodem zaproszenia.

– Nie prosiłam cię, żebyś przyszła, żeby gadać o Florianie. Chcę porozmawiać o nas, jakkolwiek to dziwnie brzmi. Zwłaszcza dziś. Byłam na widzeniu u mamy.

– Coś się stało?

– Nie. Po prostu musiałam się z nią zobaczyć.

– Rozumiem. Jak ona się ma?

– Trzyma się. Zawsze była twarda. Mama powiedziała mi coś, co nie mogę zachować tylko dla siebie. Coś co dotyczy także ciebie, Marie oraz waszego ojca. Tylko nie bardzo wiem, jak zacząć.

Lisa po raz kolejny spojrzała ze zdziwieniem na Karin.

– Jest coś, czego o mnie nie wiesz, coś co dotyczy tego, co się stało, no wiesz… – Karin urwała, a Lisa tylko przytaknęła głową. Każda wiedziała o czym mowa. Nikt nie musiał rzeczy po imieniu nazywać. – Sama wiesz, jaka była moja mama. Nigdy jej nie było. Jak nie sprawy szkoły, to sprawy gminy. Kampanie, wybory. Wszystko, co ją interesowało to władza! A jak była, to było jeszcze gorzej. Nieustannie miała do niego o coś pretensje. Traktowała go czasem gorzej niż psa. Bywało, że jej nienawidziłam. Marzyłam, żeby znikła z naszego życia. Jak jej nie było dłużej w domu, to zabierał mnie do restauracji, na wycieczki, koncerty, do teatru. Czułam się wtedy jak mała księżniczka.

– Tatusiowa córeczka! – zaśmiała się Lisa, ale zaraz spoważniała. – Wiem, że było ci ciężko po jego śmierci.

– Nic nie wiesz. Nidy nie miałam odwagi ci tego powiedzieć… Bałam się, że wtedy przestaniesz się ze mną przyjaźnić… – Karin mówiła trochę nieskładnie. Zwykle konkretna, teraz gubiła się w swoich słowach. – Zawsze cię podziwiałam. Boże, chciałam być dokładnie taka, jak ty – czysta, jasna, bez wstydliwych tajemnic!

– To było dawno – dziś niewiele ma ze mną wspólnego. Wierz mi, Karin, we mnie nie ma od dawna nic do podziwiania! Zresztą, sama spójrz na mnie! Ani pieniędzy, ani kariery, ani męża, ani dziecka. Żaden mój związek nie trwał dłużej niż rok. Mieszkam kątem u rodziny, a moje biuro mieści się w byłej szopie. 38 letnia kobieta bez jednego sukcesu życiowego! No, po prostu, Brigitte Jones z Allgäu! – Lisa zaśmiał się gorzko i cynicznie – Marie ma rację, kiedy mówi, że rozczarowałam wszystkich. To raczej ja powinnam ciebie podziwiać. Choć oczywiście za nic nie chciałabym być teraz w twoich butach. – Lisa widząc zgnębioną twarz Karin, a niepodejrzewająca, co ona ma jej do wyznania, dodała poważnie – A co do tajemnic – każdy ma coś do ukrycia przed światem. Ja może więcej niż inni. I szczerze mówiąc, nie mam zamiaru więcej z nikim się nimi dzielić. Zabiorę je do grobu ze sobą.

– Też miałam taki zamiar. Jednak dłużej już chyba nie mogę trzymać języka za zębami. Za moją tajemnicę płaci ktoś bardzo wysoką cenę… Moja mama jest w więzieniu z powodu mnie.

– O czym ty mówisz?

Karin zaczerpnęła powietrza. – Już nie pamiętam, kiedy to się właściwie zaczęło, chyba po moich 13 tych urodzinach. Kupował mi sukienki dla dorosłych kobiet, buty na obcasach, ekskluzywną bieliznę, perfumy, przybory do malowania… Sam mnie malował, jak jej nie było. Chciał, żebym się w to przebierała, kiedy byliśmy sami. Na początku to mi się podobało, a nawet ekscytowało. Mieliśmy swoje małe tajemnice. Choć wiedziałam, że to wszystko jest złe. Miałam nieustanne wyrzuty sumienia. W dodatku on się robił coraz bardziej natarczywy. Zaczął mnie przerażać. Bałam się z nim zostać na dłużej sama w domu. Zaczęłam zamykać drzwi od mojego pokoju na noc.

W miarę jak Karin ciągnęła swoją historię Lisa patrzyła na nią z coraz bardziej przerażonym wzrokiem.

– Karin, co ty chcesz mi powiedzieć?! – krzyknęła Lisa. Karin wolno kontynuowała. […]

Auf dem Weg zu diesem letzten Ruhm

Am Tag nachdem Georg und Florian von ihren Liebsten verlassen wurden, gehen die Brüder, die sich bewusst sind, dass sie alles verloren haben, im Morgengrauen in die Berge. Ihr Ziel waren die Höfatsscharte, die sie aus dem gemeinsamen Klettern mit ihrem Vater kannten. Sie hatten jedoch nicht die Absicht, nach Westgipfel durch die Wanne bergsteigen,Czytaj dalej „Auf dem Weg zu diesem letzten Ruhm”