Zagubione siostry.

Dramat córki, a teraz jeszcze aresztowanie Floriana w zaledwie tydzień po jego powrocie wraz z Milą z Monachium załamały całkowicie Karin.  Była szósta piętnaście, kiedy zabrali Floriana. Zaspany Georg nie zdążył nawet otworzyć kuchni, gdy o szóstej u drzwi zjawiła się policja. W szoku daremnie czekała na jedno słowo zaprzeczenia ze strony Floriana.  Lecz na jego twarzy, jak tylko minęło pierwsze zaskoczenie, po krótkim zmieszaniu się, pojawiła się zimna obojętność.  Ilekroć padało imię i nazwisko tej kobiety, jego twarz przybierała ponury i zacięty wyraz, a dłonie mimowolnie zaciskały się w pięści.  Georg zareagował głupawym śmiechem, jakby usłyszał dowcip roku. Sebastian stał blady jak ściana, nieruchomy, czekał na reakcję syna. Jednak Florian tylko spuścił wzrok i odwrócił twarz. Mila wybiegła do swojego pokoju, na twarzy Georga głupi uśmiech przemienił się w pogardę. Karin poczuła, że brakuje jej powietrza w płucach, nogi jej odmówiły posłuszeństwa – musiała się oprzeć o stojące za nią krzesło, żeby nie upaść.  Po południu Sebastian wezwał ich do siebie i zarządził, że Georg przejmuje zarządzanie zajazdem.  Lisa miała przygotować stosowne papiery i przywieść je wieczorem. Georg poruszył kwestię wynajęcia adwokata dla Floriana i rzucił pytające spojrzenie na ojca, a potem na Karin.  Sebastian w odpowiedzi opuścił pokój, a Karin, która od rana zdążyła już opanować emocje i przetrawić oskarżenie, odpowiedziała krótko:

„Dostanie obrońcę z urzędu!”  

Ona jedna z rodziny miała podstawy, żeby wierzyć Magdalene Ritter. Już prawie wytarła z pamięci ten okropny wieczór sprzed miesięcy, gdy ten jednym raz (jakby potrzeba było więcej!) Florian próbował potraktować ją w sypialni jak ostatnią zdzirę z ulicy. Nie chciała być małostkowa, wiedziała, że było mu przykro.  Długo starał się zatrzeć złe wspomnienie.  Sama też z czasem zaczęła go wybielać. Czyż nie sprowokowała go wtedy tą seksowną bielizną? Ona chciała jedynie po babsku zakończyć tę o wielu tygodni trwającą pomiędzy nimi ciszę i obojętność. Dwadzieścia lat niepewności, unikania we wspólnych rozmowach wspomnień, w których mogłaby się pojawić Lisa. Te wszystkie niewypowiedziane słowa, pytania, ze strachu przed nieszczerą odpowiedzią. Kiedy wyszła na jaw prawda na temat zatrzymanego listu, pomyślała, że przynajmniej jedna tajemnica przestała jej ciążyć na sercu. Mila, która do tej pory spajała ich związek, wyjechała do Monachium, żeby tam budować swoje dorosłe życie. Na moment powiało w domu pustakami, w powietrzu zawisło pytanie, czy jeszcze coś ich łączy.  Florian bez słów rozproszył wszystkie wątpliwości. Wreszcie Lisa zniknęła spomiędzy nich. Nie szukała odpowiedzi dlaczego.   Ważne, że zaczęli wszystko od nowa. Kiedy miłość kwitnie — zakochani chcą dać światu jej świadectwo.  Oni też chcieli. Drugie dziecko.  Nigdy nie było tak dobrze. Oboje wierzyli, że już nic tego nie zmieni. O święta naiwności! Piękny sen szybko przemienił się w koszmar senny.  Mila od powrotu z Monachium nigdzie nie wychodziła, snuła się milcząco, jak cień, po kątach w domu. W nocy słyszała jej płacz zza ściany. Sama w ciemnościach przerabiała obrazy z przeszłości. Gdyby nie Mila, to krzyczałaby wniebogłosy. Potrzebowała te wszystkie emocje wyrzucić z siebie, porozmawiać o nich z kimś. Niestety, jedyna osoba, do której mogłaby się zwrócić ze swoim bólem – jej matka, była oddzielona od tego świata murem. Tyle lat unikała z nią kontaktu, żeby tylko nie wracać tam – w tamto miejsce, w tamten czas. Wreszcie, żeby nie musieć stawiać pytań, na które udzielona odpowiedź mogłaby zniszczyć jej obraz matki, który zostawiła w sercu. Matki, która kocha, która broni, która poświęci wszystko, zamknie przed sobą całą przyszłość dla niej. A nie może matki, która miesiącami udaje głuchą i ślepą, i dopiero gdy rzeczywistość odsłania się przed nią z całą swoją brutalnością tak, że nie sposób jest już chować głowy w piasek, to uderza w końcu ze spóźnioną pomocą swojej córce.  Przyszedł czas, żeby Karin wreszcie się dowiedziała, jak było naprawdę. Wtedy, przed 25 laty, stan psychiczny matki uniemożliwiał stawianie jej przez córkę jakichkolwiek pytań. Po tylu latach Karin była już w stanie zaakceptować każdą wersję matki, byle była tylko prawdziwa.

Postanowiła odwiedzić swoją matkę w więzieniu w Memmingen. Jeszcze przed południem załatwiła sobie widzenie z nią. Sytuacja, że Margarete odbywała już karę na oddziale otwartym oraz zmienione warunki wizyt, umożliwiły matce i córce bezpośredni kontakt podczas wizyty. Karin mogła wreszcie wyrzucić z siebie cały ból. Czekała prawie 25 lat aż matka weźmie ją w ramiona i osuszy ręką jej łzy. Wiedziała, że dokłada matce cierpienia, ale kto inny, jak nie matka mógłby ją jeszcze zrozumieć? Kobieta, która po kilkunastu latach małżeństwa nagle zrozumiała, że człowiek, za którego wyszła za mąż, któremu wierzyła i ufała, to ktoś zupełnie inny. Margarete po tym, co usłyszała na temat zięcia, a także i odnowienia zerwanych relacji pomiędzy Sebastianem i Lorenzem, uznała, że nie ma już żadnych powodów, aby dłużej ukrywać prawdę przed córką na temat jej pochodzenia. Wcześniej, ze względu na panującą nienawiść pomiędzy rodzinami, obawiała się, że prawda mogłaby zrujnować małżeństwo jej córki. Skoro jednak ono już faktycznie runęło, a zięć niemal dorównał poziomem do jej męża Karla, przyszedł czas, żeby Karin dowiedziała się wreszcie od niej, że jej naturalnym ojcem jest Lorenz Huber.

Wstrząśnięta tym, co usłyszała od matki Karin, po powrocie do domu, odruchowo chwyciła za telefon i zadzwoniła do Lisy. Od dawna nie łączyły je przyjacielskie relacje, ich drogi się rozjechały. Wydawało się, że bezpowrotnie. Jednak jakiś głos wewnętrzny kazał jej zwrócić się z całym tym przytłaczającym ciężarem właśnie do Lisy.  Przecież były sobie kiedyś bliskie jak siostry. Nie mogą pozostać sobie już na zawsze obce, skoro łączą je obie więzi siostrzane! Zaprosiła więc Lisę do siebie na wieczór. Lisa, która spodziewała się, że Karin będzie chciała z nią mówić o Florianie i jego aresztowaniu, w pierwszej chwili miała zamiar odmówić. Nie miała ochoty na rozmowę o Florianie ani tym bardziej może pocieszać Karin. Słysząc jednak w głosie dawnej przyjaciółki desperacki ton, po krótkim wahaniu, przyjęła jej zaproszenie.  W końcu i tak miała przywieść dokumenty Sebastianowi.

Już sam widok na wejściu Karin sprawił, że Lisa w jednej chwili zapomniała o wszystkim, co je podzieliło, porzuciła rezerwę i odruchowo objęła dawną przyjaciółkę. Są takie więzi między ludźmi, które nie jest w stanie zniszczyć żaden upływ czasu, których do końca nie zerwie nawet zdrada. Zresztą, jakie miało to wszystko teraz znaczenie? Lisa nie zamierzała jednak ukrywać swojej roli w aresztowaniu Floriana.

– Karin, bardzo mi przykro z powodu ciebie, z powodu Mili, tego, co obie przeżywacie, ale to nie zmienia faktu, że ja wierzę Magdalene i mam nadzieję, że Florian dostanie, co mu się należy. – powiedziała chłodno Lisa, a jej usta przybrały zacięty wyraz.

–  Możesz mi wierzyć albo i nie, ale akurat ja nie mam powodów, żeby go bronić.

Lisa wbiła mimowolnie zdumione spojrzenie w Karin, ta jednak szybko ucięła temat, przechodząc do tego, co było powodem zaproszenia.

– Nie prosiłam cię, żebyś przyszła, żeby gadać o Florianie. Chcę porozmawiać o nas, jakkolwiek to dziwnie brzmi. Zwłaszcza dziś.  Byłam na widzeniu u mamy.

–  Coś się stało?

– Nie. Po prostu musiałam się z nią zobaczyć.

– Rozumiem. Jak ona się ma?

– Trzyma się. Zawsze była twarda. Mama powiedziała mi coś, co nie mogę zachować tylko dla siebie.  Coś, co dotyczy także ciebie, Marie oraz waszego ojca. Tylko nie bardzo wiem, jak zacząć.

 Lisa po raz kolejny spojrzała ze zdziwieniem na Karin.

– Jest coś, czego o mnie nie wiesz, coś, co dotyczy tego, co się stało, no wiesz… – Karin urwała, a Lisa tylko przytaknęła głową. Każda wiedziała, o czym mowa. Nikt nie musiał rzeczy po imieniu nazywać.  – Sama wiesz, jaka była moja mama.  Nigdy jej nie było. Jak nie sprawy szkoły, to sprawy gminy. Kampanie, wybory. Wszystko, co ją interesowało to władza. A jak była, to było jeszcze gorzej. Nieustannie miała do niego o coś pretensje. Traktowała go czasem gorzej niż psa. Bywało, że jej nienawidziłam. Marzyłam, żeby znikła z naszego życia.  Zawsze, kiedy nie było jej dłużej w domu, to zabierał mnie do restauracji, na wycieczki, koncerty, do teatru. Czułam się wtedy jak mała księżniczka.

– Tatusiowa córeczka! – zaśmiała się Lisa, ale zaraz spoważniała. – Wiem, że było ci ciężko po jego śmierci.

– Nic nie wiesz.  Nidy nie miałam odwagi ci tego powiedzieć… Bałam się, że wtedy przestaniesz się ze mną przyjaźnić… – Karin mówiła trochę nieskładnie. Zwykle konkretna, teraz gubiła się w swoich słowach. – Zawsze cię podziwiałam. Boże, chciałam być dokładnie taka, jak ty — czysta, jasna, bez wstydliwych tajemnic!

– To było dawno — dziś niewiele ma ze mną wspólnego. Wierz mi, Karin, we mnie nie ma od dawna nic do podziwiania. Zresztą, sama spójrz na mnie! Ani pieniędzy, ani kariery, ani męża, ani dziecka. Żaden mój związek nie trwał dłużej niż rok. Mieszkam kątem u rodziny, a moje biuro mieści się w byłej szopie. 38-letnia kobieta bez jednego sukcesu życiowego.  No, po prostu, Brigitte Jones z Allgäu! – Lisa zaśmiała się gorzko i cynicznie — Marie ma rację, kiedy mówi, że rozczarowałam wszystkich.  To raczej ja powinnam cię podziwiać.  Choć oczywiście za nic nie chciałabym być teraz w twoich butach. — Lisa widząc zgnębioną twarz Karin, a niepodejrzewająca, co ona ma jej do wyznania, dodała poważnie — A co do tajemnic, to każdy ma coś do ukrycia przed światem. Ja może więcej niż inni.   I szczerze mówiąc, nie mam zamiaru więcej z nikim się nimi dzielić. Zabiorę je do grobu ze sobą.

– Też miałam taki zamiar. Jednak dłużej już chyba nie mogę trzymać języka za zębami. Za moją tajemnicę płaci ktoś bardzo wysoką cenę…   Moja mama jest w więzieniu z powodu mnie.

– Co ty mówisz?

 Karin zaczerpnęła powietrza.

– Już nie pamiętam, kiedy to się właściwie zaczęło, chyba po moich 13 tych urodzinach. Kupował mi sukienki dla dorosłych kobiet, buty na obcasach, ekskluzywną bieliznę, perfumy, przybory do malowania… Sam mnie malował, jak jej nie było. Chciał, żebym się w to przebierała, kiedy byliśmy sami. Na początku to mi się podobało, a nawet ekscytowało. Mieliśmy swoje małe tajemnice. Choć wiedziałam, że to wszystko jest złe. Miałam nieustanne wyrzuty sumienia. W dodatku on się robił coraz bardziej natarczywy. Zaczął mnie przerażać. Bałam się z nim zostać na dłużej sama w domu. Zaczęłam zamykać drzwi od mojego pokoju na noc.

W miarę jak Karin ciągnęła swoją historię Lisa patrzyła na nią z coraz bardziej przerażonym wzrokiem.

– Karin, co ty chcesz mi powiedzieć?! – krzyknęła Lisa.  Karin wolno kontynuowała:

– Mama miała jakieś zebranie w ratuszu, mieli omawiać budżet. Zapowiadała się kłótnia o pieniądze. Powiedziała, żebyśmy nie czekali na nią z kolacją.  Otwarł wino, sam rzadko pił i zwykle symbolicznie. Wtedy wypił sam prawie całą butelkę.  Miał dziwny wzrok. Chciałam iść do siebie. Nie pozwolił mi.  Był silniejszy…

– Z pewnością. – Lisa powiedziała chrapliwym głosem. – Dlaczego mi tego nie powiedziałaś wtedy? Byłyśmy przecież najlepszymi przyjaciółkami!  Bliższe niż nie jedne rodzone…

– Siostry. – dokończyła Karin.  

 – Właśnie! Marie nie wiedziała tyle o mnie, co ty!

– Po tym, jak nawet moja własna matka mi nie uwierzyła, nie miałam już odwagi nikomu o tym powiedzieć.

– W końcu jednak dała ci wiarę.  To, dlatego go przecież zabiła!

– Tak. Ale najpierw oskarżyła mnie, że wszystko to wymyśliłam – naczytałam się durnych książek, naoglądałam się głupich filmów i seriali. To przez ten serial „Miasteczko Twin Paeks”! Zwymyślała mnie od najgorszych. Powiedziała, że znalazła kiedyś schowaną moją bieliznę. W jej oczach byłam podłą, zepsutą dziewczyną.  A teraz… po 25 latach wyznała mi nagle, że to nie był mój ojciec. Możesz uwierzyć? Miała romans!

 – No, a on o tym wiedział? Wiedział, że nie jesteście spokrewnieni?

– Jakie to ma znaczenie, skoro ja w to wierzyłam?

– Fakt. Nie powinien nigdy przekraczać granic…

– Przekroczył wszystkie i wbrew mojej woli. Teraz rozumiesz, dlaczego nie mam ochoty nawet mówić o Florianie. I pomyśleć, że był czas, że miałam go za kogoś lepszego ode mnie! 

Lisa poczuła, jak szloch dławi jej gardło, w odruchu solidarności złapała Karin za rękę — jedynie w ten sposób mogła jej okazać, jak bardzo ją rozumie. Nauczona złym doświadczeniem z Marie i ojcem powstrzymała jednak pokusę odpowiedzenia Karin tym samym, tj. opowiedzeniem jej o sobie.  Szczerość nie wyszła jej na dobre. Lisa nie chciała ryzykować, żeby ta już dobrze poszarpana jej przyjaźń z Karin rozpadła się na dobre, gdy powie jej prawdę o sobie.  – Do diabła z nim!  Z nimi wszystkimi!  Powiedziała ci, kto to był?

– Owszem. To dlatego cię prosiłam, żebyś przyszła. Nie domyślasz się? – Karin spojrzała wymownie na Lisę. Ta tylko rozszerzyła oczy.

– Byli przecież parą jeszcze w szkole średniej.

– Tak. Ale to się skończyło, gdy twoja mama wyjechała na studia.  – Lisa wstała gwałtownie z kanapy, jak zawsze, gdy zaczynały ją ponosić emocje. – To niemożliwe! Moi rodzice się kochali. Wiem to.

– Widocznie się nie skończyło, skoro jesteśmy siostrami.  – powiedziała spokojnie Karin, wodząc jednocześnie wzrokiem za Lisą, która próbowała opanować szok, szybko krążąc po pokoju.  – Moja mama powiedziała o tym twojej, kiedy odwiedziła ją w areszcie następnego dnia po aresztowaniu.

– I to ją zabiło!  – zawołała Lisa, która w jednej chwili zapomniała o wszystkim, co jej przed chwilą wyznała Karin i myślami odleciała do swojej matki. – Jak on to mógł zrobić mamie!

– Wiem, że to dla ciebie szok. Niemniejszy niż dla mnie. Jesteś rozczarowana tym, że jesteśmy spokrewnione?

Lisa już opanowała oszołomienie. Usiadła na powrót obok Karin. Ta wpatrywała się w jej twarz w wyczekiwaniu na reakcję. Na ustach Lisy pojawił się mimowolny uśmiech. Taki, jak pojawia się zawsze na twarzy człowieka, który po latach błądzenia we mgle, nagle zaczyna wszystko rozumieć. Niezależnie, czy ten brakujący element, który przed nim nagle odkryto, to jest dobra, czy zła informacja dla niego.  Podobnie jak Karin, czuła jakby odkryto nagle przed nią coś, co nigdy tak naprawdę nie było zakryte. Jedynie w końcu zostało nazwane po imieniu to, co od dawana w głębi serca się wiedziało. Szybko zapewniła Karin, że cieszy się z pokrewieństwa. Zapytała wreszcie o Milę.  

– Rozmawiałaś o tym z Milą?

Karin potrząsnęła przecząco głową.  – Mila potrzebuje teraz wsparcia z mojej strony, a tym na pewno nie jest licytowanie się, którą los gorzej potraktował, która jest większą ofiarą. Kiedyś przyjdzie na to czas… Teraz to byłoby dla niej tylko dodatkowym ciężarem.

– Nigdy nie powiedziałaś o tym Florianowi? – bardziej stwierdziła jak zapytała Lisa.

– I co by mi z tego przyszło? – zawołała Karin z drwiną – Byłby bardziej oględny, mniej egoistyczny?

– Dryfowanie pomiędzy współczuciem a wzgardą. – odparła mimowolnie Lisa. Zaraz też się zreflektowała, że się zagalopowała – Przepraszam cię, Karin. Nie powinnam.

– Niepotrzebnie. Trafiłaś w samo sedno. Tym musiałaby się ta spowiedź skończyć. Zresztą, niby co ja miałabym mu powiedzieć?  – rzuciła Karin prowokacyjnie do Lisy – Że przed nim był jeszcze mój ojciec?

– To nie był twój ojciec! – zaprotestowała gwałtownie Lisa.

– To wiem teraz. Wczoraj jeszcze był.

– Jak ona mogła ci prawdy nie powiedzieć przez tyle lat!

– Nie bardzo dałam jej na to szansę. Długo nawet listów nie czytałam.

– Nie ufałaś jej?

– Przed procesem była rok na psychiatrycznym oddziale. Jeśli w ogóle coś mówiła, to za dużo sensu to nie miało. Potem śmierć Petera i trwająca 20 lat nienawiść pomiędzy rodzinami zamknęły nam obu usta.

– A teraz?

– Teraz to już nie ma żadnego znaczenia… – Karin przerwała na moment. – Gdybyś ją wiedziała!

– Może dałoby się doprowadzić do uznania kary za odbytą? To już blisko 25 lat!

– Bardzo bym chciała!

– Zobaczę, co da się zrobić. Wcześniej jednak musimy z tatą porozmawiać. No i oczywiście z Marie.

– Lisa, daj mi czas samej to przetrawić! – przerwała jej gwałtownie Karin. Ona sama na razie nie była pewna, czy w ogóle chce mieć Lorenza za ojca. Zresztą, nawet matka pozostawiła jej to samej do rozstrzygnięcia: „Jak będziesz chciała, to mu powiesz. A jak nie, to zostanie, jak jest”. – usłyszała od matki na widzeniu. Ucięła więc na razie temat. – Teraz najważniejsza jest Mila.

– A Florian?

– Gdybym się zdecydowała, to chyba będziesz moim adwokatem?

– Jeszcze się pytasz. Pewnie!

– A co u ciebie?

– W domu wszyscy mają do mnie o coś pretensje.

– Rozumiem, że Marie trzyma teraz stronę Mirjam.

– Żeby tylko to. – Lisa wypuściła ciężko powietrze z płuc. – Atmosfera taka, że siekiera wisi w powietrzu! Marie mnie prawie że nienawidzi.

– Ach, bo uwierzę!  – zawołała Karin. Znała dobrze siostry. Marie wychowywała Lisę, więc miała do niej niemalże matczyny stosunek. Lisa była przyzwyczajona, że w uczuciach u siostry nigdy nie miała konkurencji. Dlatego Karin uznała, że Lisia po prostu przesadza. „Pewnie jest zazdrosna o zażyłość Marie z Mirjam. Coś jej ubyło i od razu straszne nieszczęście!” – pomyślała Karin. Okoliczność zaś, że Marie okazała się właśnie być także jej siostrą, mimowolnie wywołała myśl, że gdyby nie te wszystkie tajemnice, to ona też mogłaby być beneficjentką uczuć starszej siostry.

–  Zaczynam żałować, że wróciłam.

– Ja nie żałuję. Komu bym się teraz wypłakiwała w rękaw?

– Dobrze, że jest Jan. Inaczej nie miałabym z kim dwa uprzejme słowa zamienić w domu.

– Jaki on jest?

– Chyba nie ma wad. W każdym razie nikt jeszcze żadnej u niego nie znalazł.

– Marie chyba jest na swojej drodze do szczęścia.

– Przynajmniej jedna z nas.

Auf dem Weg zu diesem letzten Ruhm

Am Tag, nachdem Georg und Florian von ihren Liebsten verlassen wurden, gehen die Brüder, die sich bewusst sind, dass sie alles verloren haben, im Morgengrauen in die Berge. Ihr Ziel waren die Höfatsscharte, die sie aus dem gemeinsamen Klettern mit ihrem Vater kannten. Sie hatten jedoch nicht die Absicht, nach Westgipfel durch die Wanne bergsteigen, aber die Brüder entschieden sich für eine ehrgeizigere Route – sie wollten die Höfatsscharte direkt über den West-Süd-Grat und den Zweiergipfel erreichen. Dann die Scharte zwischen Ost- und Mittelgipfel und schließlich Ostgipfel. Sie gingen bei Sonnenaufgang und erwarteten, ihr Ziel bei Sonnenuntergang zu erreichen. Georg und Florian packten ihre Kletterausrüstung in ihr Auto und machten sich auf den Weg nach Gerstruben, dem Ausgangspunkt für ihr Klettern. Sie beeilten sich, alles unten weit hinter sich zu lassen. Wenn man nichts mehr zu verlieren hat, könnte man sich jedes das Risiko aufnehmen und jeden Berg erreichen, den man will. Um zurückzuspringen, muss man zuerst den tiefsten Punkt erreichen. Beide hatten das Gefühl, dass dies der letzte Moment in ihrem Leben sein könnte, um, sich zusammenzureißen und das erreichen, was sie wollen.

Als die Söhne zu dieser letzten irdischen Herrlichkeit nach Höfats gingen, um ihre Schande zu verbergen, erkannte Sebastian, dass sie nicht zurückkommen würden. Erstens gingen sie dorthin, um dort zu bleiben, und zweitens würden sie nicht mehr herunterkommen können, selbst wenn sie wollten. Gerade weil der Jüngere unentschlossen war und der Ältere nicht mit Stress umgehen konnte, was sie beide zum Scheitern unter extremen Bedingungen verurteilte. Er kletterte mit ihnen und  er kannte ihre Schwachstellen.  In diesem Moment traf ihn Angst, die langsam von Stunde zu Stunde zunahm, als das negative Szenario in seinem Kopf immer mehr zunahm, bis es sich in Tierangst verwandelte, die alle seine Glieder lähmte.  Der klassischer Stupor – er konnte immer noch nur seine Augäpfel bewegen.  Ihm blieb nur noch, auf das unvermeidliche Urteil zu warten. Er war allein. Überzeugt, dass er so bleiben würde.  Für immer, genauso wie er es sich wünschte. Und da tauchte sie, seine Frau, Sofia auf.

W drodze po ostatnią chwałę

Następnego dnia po tym, jak opuściły ich rodziny, bracia świadomi, że stracili wszystko, o świcie wychodzą w góry. Za cel wybierali sobie wszystkie cztery szczyty Höfats, które znali jeszcze ze wspólnych wspinaczek z ojcem. Jednak nie zamierzali iść najpierw na Westgipfel, jak to zwykle robili alpiniści, którzy w jednym podejściu chcieli zagarnąć wszystkie cztery szczyty, tylko bracia wybrali sobie ambitniejszą trasę przez grzbiet zachodnio — południowy i Zweiter Gipfel. Potem popularne Scharte między szczytem Środkowym i Wschodnim, a na koniec zostawili sobie dopiero Ostgipfel. Bracia wychodzili o wschodzie słońca, a cel spodziewali się osiągnąć o zachodzie słońca. Georg i Florian zapakowali do samochodu rzeczy do wspinaczki i ruszyli do Gerstruben, które było punktem wyjścia ich wspinaczki. Spieszyli się, żeby zostawić wszystko, co na dole, daleko za sobą. I tak nie mając nic, zmuszeni zostali docenić wreszcie siebie nawzajem. Bo teraz już tylko siebie mieli.  Gdy nie ma się nic więcej do stracenia, można podjąć się każdego hazardu i zdobyć każdą upatrzoną sobie górę.  Żeby odbić się, trzeba najpierw sięgnąć dna. Obaj czuli, że to być może ostatni już taki moment w ich życiu, żeby zebrać się w sobie i zdobyć to, co się chce.

Gdy synowie wyszli na ścianę — po tę ostatnią ziemską chwałę, żeby nią przykryć własną hańbę, Sebastian uświadomił sobie, że oni już nie wrócą. Raz, że po to tam poszli — by zostać, a dwa — nie byliby w stanie zejść, nawet gdyby chcieli. Właśnie dlatego, że młodszemu brak zdecydowania, a starszy nie radzi sobie ze stresem, co w warunkach ekstremalnych skazuje ich obu na porażkę — śmierć. Wspinał się z nimi, znał ich słabe punkty. Wtedy też dopadł Sebastiana lęk, który powoli, z godzinę na godzinę powiększał się coraz bardziej, w miarę jak negatywny scenariusz coraz bardziej opanowywał jego umysł, aż zamienił się w zwierzęcy strach, który sparaliżował mu wszystkie członki. Klasyczny stupor — tylko gałkami ocznymi był w stanie jeszcze poruszać. Wszystko, co mu pozostało, to czekanie na nieuchronny wyrok. Był sam. Przekonany, że tak już pozostanie — zgodnie z wyrażonym życzeniem — na zawsze. I wtedy właśnie zjawiła się Ona — jego żona Sofia. 

Die Rückkehr der verlorenen Söhne

Die Brüder sind aus der U-Haft entlassen worden. Kaum waren sie beide draußen, atmete Georg tief durch und sah seinen Bruder an.

„In solchen Momenten kann man klar erkennen, was das Wichtigste im Leben ist.“

„Freiheit!“

„Weißt du, wo ein Mensch die Freiheit am meisten spürt, Flori?“

Florian antwortete nicht, sondern warf nur einen vielsagenden Blick auf die Berggipfel. Die Brüder sahen sich an, jeder von ihnen wusste ohne Worte, was der andere dachte. Zum ersten Mal seit ihrer Verhaftung schauten sie sich ohne Antipathie an. Sie waren wieder Brüder.

Die erste Person, auf die Georg nach dem Öffnen der Tür seiner Wohnung stieß, war seine Tochter. Überrascht sah Lea ihn einen Moment an und ihre großen, runden Augen weiteten sich vor Schrecken.  Er schaffte es nicht einmal, ein Wort zu sagen, als sie sich auf den Fersen drehte und aus dem Raum rannte.  Georg begann langsam das Ausmaß des Übels, zu erkennen, dass er getan hatte. Er ging zu Mirjam. Sie packtet ihre und Leas Sachen in einen Koffer.  Mirjam hatte nicht vor, vor ihm wegzulaufen, im Gegenteil, sie sah ihm verächtlich, aber auch immer noch ungläubig direkt in die Augen.

„Gehst du weg?“

„Ja. Und ich nehme Lea mit“, erwiderte Mirjam und warf ihm einen harten Blick zu. „Und versuche nicht, mich aufzuhalten.“

„Wie lange werdet ihr weg sein?“

„Ich weiß nicht, wie lange und ich weiß noch nicht wo. Hauptsache ist weg von hier.“

Georg nickte nur, dass er verstand.

„Ich weiß, was du für mich getan hast …“ Georg bezieht sich auf Mirjams Auftritt zu seiner Verteidigung und darauf, die Rolle des „Begründung“ der Schlägerei zu übernehmen. „Danke, Mirjam!“

„Nicht nötig. Ich habe es nicht für dich getan, ich habe es für meine Tochter getan“, beendete sie kalt.

 Mirjam drehte ihm den Rücken zu und packte weiter ihre Koffer. Es herrschte eine Zeit lang eine unbehagliche Stille. Schließlich brach Mirjam das Schweigen und wandte sich wieder an Georg.

„Du hast mir mein Sorgerecht auf mein Kind genommen, weil du dachtest, ich würde es als Mutter bedrohen. Schau du jetzt an, was mit unserer Tochter passiert ist, seit sie unter deinem alleinigen Sorgerecht ist.  Vor einer Woche wäre sie fast unter die Räder von Lorenz’ Auto gefallen. Und jetzt …“, hielt Mirjam einen Moment inne, weil selbst sie Schwierigkeiten hatten, darüber zu sprechen.  „Lea fragt ihren Opa, ob ihr Papa Juden hasst … und hasst Papa sie auch?“

Georg schluckt Mirjams bittere Worte. Sie sind nur eine Ergänzung zu dem Entsetzen in Leas Augen bei seinem Anblick. Mirjam endet gnadenlos:

„Schau dich an, Georg! Und antworte du für sich selbst, wer du für deine Tochter bist!“

Mirjam dreht zurück und packt weiter die Koffer. Georg versteht, dass er jetzt gehen sollte. Er hat nichts zu rechtfertigen. Er lässt Mirjam allein. 

Eine Stunde später fuhr Dr. Horowitz’ Auto zum Leitnerhof. Hinter der Fensterscheibe seiner Wohnung beobachtete Georg, wie Mirjam und Lea sich beim Auto des Arztes von seinem Vater verabschiedeten. Isaak packte die Koffer in den Kofferraum. Als sie ins Auto stiegen, beugte sich Sebastian vor und schob sein Kopf hinein, und dann sah Georg Jan auf dem Rücksitz. Vater schüttelte Jan die Hand, steckte den Kopf aus dem Auto und schloss die Tür.  Das Auto startete. Sebastian stand und starrte auf die Straße, lange, nachdem das Auto in der Ferne völlig verschwunden war. Georg spürte, wie das Schluchzen seine Kehle würgte. Alles, was er liebte, alles, was für ihn Sinn ergeben: Lea, sein kleiner Sonnenschein wurde ihm weggenommen.  Er fühlte sich, als hätte er seine Tochter zum letzten Mal in seinem Leben gesehen. Er ging vom Fenster weg, setzte sich an den leeren Tisch und verbarg sein Gesicht in den Händen: „Alles ist verloren”, dachte er, und zum zweiten Mal, seit sei ihm klar wurde, dass er für Marie ein Niemand war, brach er in Tränen aus.

Aufgrund der Tatsache, dass Florian aus der U-Haft entlassen wurde, beschlossen Karin und Mila, Lisas Einladung anzunehmen und vom Leitnerhof auf die Hubers Alm zu ziehen. Keiner von ihnen wollte Florians Erklärung hören. Karins und Milas Blicke sprachen für sich.  Wie konnte er sich gegenüber seiner Frau und seiner Tochter rechtfertigen? Er hatte nichts zu verteidigen.  Wahrscheinlich nur eins: Es war Amok! Aber hier konnte er nur von seinem Bruder verstanden werden, der seine eigene Tat nicht anders beurteilte. Zum ersten Mal seit ihrer Rückkehr aus München ließ Mila die Emotionen vollständig los. Also schrie sie all ihren Schmerz und Hass gegen ihren Vater aus. Florian hörte von seiner Tochter, dass sie ihn für den gleichen hielt, der Gewalt gegen sie angewendet hatte. Er ist nicht besser als allen Freiern und Sponsors Magdalene ihr angeboten hat. Karin, die noch nie zuvor eine solche Erregung bei ihrer Tochter erlebt hatte, war entsetzt über ihre Reaktion.

„Nach allem, was Mila dort passiert ist, kann der Vertrauensverlust gegenüber ihrem eigenen Vater in ihrer totalen Abneigung gegen Männer enden. Wenn sie im Leben allein bleibt, könntest du dich selbst gratulieren.“

Florian gingen die Worte für den bitteren Vorwurf seiner Frau aus. Mehr pro forma, weil er die Antwort erwartete, fragte er, was mit ihnen geschehen würde. Karin machte ihm keine Illusionen.

„Es gibt kein ‚uns‘ mehr, Florian. Ich habe von Lisa gehört, dass dein Verteidiger auch ein Familienanwalt ist. Das ist gut für dich. Du musst nicht mehr nach einem anderen suchen.“

Am selben Tag zogen Karin und Mila nach Hubers Alp um. Die Brüder wurden allein gelassen. Ihre Frauen haben sie verlassen, sie haben ihre Töchter verloren.  Es war an der Zeit, ihrem Vater gegenüberzutreten. Keiner von ihnen erwartete die offenen Arme ihres Vaters und ein willkommenes Fest hinter der Tür. Sebastian war immer ein Familienmensch. Sie war für ihn die Essenz des Lebens, und Söhne und Enkeltöchtern waren alles, was er liebte. Er war kein besonders überschwänglicher Mann. Er konnte seine Gefühle nur Kindern offen zeigen. Seinen Enkeltöchtern hatten gerade sein Haus verlassen, und seinen Söhnen wartete auf die Audienz und „das Urteil“. Genau wie in den alten Zeiten, als sie ein paar oder ein Dutzend Jahre alt waren. Als sie beide vor ihm standen, erschienen ihm diese beiden erwachsenen Männer plötzlich völlig fremd. „Es ist unmöglich, dass sie sein Blut sind, dass er sie gezeugt hat!“, dachte Sebastian. Die Wut ist bereits abgeflaut. Die Fremdheit kam, und mit ihr die Kälte. Alles, was er ihnen zu sagen hatte, war in einem Satz: „Geht mir aus meinen Augen, ihr beide.“ Und er sagte es wie immer: ruhig, ohne seine Stimme zu erheben, fast leidenschaftslos, aber gleichzeitig autoritär und unwiderruflich, wie es seinem Charakter entsprach. Würde er ihnen Vorwürfe machen, schreien, sich schimpfen, gäbe es vielleicht eine Reaktion von der anderen Seite:  Georg und Florian würden versuchen, sich zu verteidigen.  In diesem Fall hatten sie keine andere Wahl, als den Raum zu verlassen. Florian zögerte ein wenig und tat so, als wären seine Beine zum Boden wachsen. Georg musste ihn schubsen, damit er ihm zur Tür folgte. Im Gegensatz zu Georg schaute Florian nicht einmal auf das Gesicht seines Vaters. Er hat sich wirklich geschämt.  Nur musste er sich dazu durchringen bei seinem Vater entschuldigen. Es war nicht viel wert, aber notwendig, wie er es verstanden hat. In Georgs Herz, der sich seit Jahren gefragt hatte, was er für seinen Vater  ist und was sein Vater für ihn ist, entstand eine gewisse Neugier. Es war je größer und mutiger er von Lisa wusste, dass sein Vater nur einen Schritt davon entfernt war, die Edelsteins zu bezahlen angeforderte Summe. Ein kategorischer Einwand wurde vom Vater nur gegen seine Entschuldigung vorgebracht, und zwar in der Form, wie sie vom Anwalt der Familie Edelstein vorgelegt wurde. Diese kalten Worte seines Vaters zerstreuten jedoch alle früheren Illusionen in ihn. Als sie beide das Zimmer ihres Vaters verließen, hörten sie an der Tür leise, ruhige, aber auch klare Worte ihres Vaters: „Für immer.“

Ugly Kid Joe – Cats In The Cradle

Jan lag auf der Couch im Wohnzimmer seines Vaters, auf dem Tisch stand Geschirr für zwei Personen. Gabriela, die 35 Jahre lang die Haushälterin des Professors war, sorgte dafür, dass Jans letzte Mahlzeit vor seiner Abreise nach Nürnberg aus Gerichten bestand, die einem Sabbat Essen würdig waren. Auf dem Tisch lag also ein gefüllter Fisch, Kugiel, d. H. Kartoffelkuchen von Rindfleisch, Kichererbsen und Gerstengrütze. Es gab keinen Mangel an Brühe und frisch gebackenem Challot1auf dem Tisch.  Samuel stand schweigend an der Tür zum Garten. Jan starrte mit seinen Augen an die Decke. Er war es leid, von Gabriela, die keine eigenen Kinder hatte und ihn fast wie ihren eigenen Sohn behandelte, unverdientermaßen über ihn zu springen. Das Schweigen seines Vaters hat ihn noch mehr ermüdet. Jan fragte sich, wie viele Lügen noch aus seinem Mund fallen, bevor er die Tür hinter sich schließt.

 „Du sagst gar nichts …“

„Ich habe dir außerdem nichts mehr zu sagen, wie du selbst weißt. Du hast diesen guten Namen von Leitner zerstört, und seine Familie zerschlagen, die er wiederaufbauen wollte. Du hast ihm die Frau weggenommen, die er anscheinend geliebt hat, weil er so hart reagiert hat. Nun, du könntest einem anderen Mann nicht mehr Schaden zufügen.“

Samuel kam seinem Sohn näher. Er nahm einen Stuhl vom Tisch und stellte ihn nahe an die Couch. Er setzte sich an den Kopf der Couch.

 „Es tut mir leid, dass ich dich enttäuscht.“

„Du bist verloren, mein Sohn.“

„Wenn du wüsstest, wie sehr …“, erwiderte Jan und seufzt.

Samuel schaute sorgfältig auf das Gesicht seines Sohnes und lächelte sanft. Er konnte Jan nicht böse sein.

„Du bist weder der Erste noch der Letzte, der seinen eigenen Weg durch eine Frau verliert. Und Mirjam Leitner ist eine sehr schöne Frau“, sagte Samuel und lächelte seinen Sohn verzeihend an.

Professor Edelstein versuchte als konservativer Jude, sich an Halacha2 zu halten. Er wollte sich lieber nicht an den Tisch setzen, an dem die einsame Frau saß. Beim Kauf eines Flugzeugs oder einer Fahrkarte gab er immer an, dass er nicht wollte, dass eine fremde Frau ihn auf dem nächsten Platz begleitet. Dies bedeutete nicht, dass er für weibliche Schönheit nicht empfindlich war.

„Außerdem gehört sie uns. Es ist besser für sie, ihr Leben mit dem Christen wegzulegen und sich mit einem Juden zu verbinden.  Trotzdem muss man versuchen, es wieder gutzumachen. Kümmere dich zuerst um dieses Kind.“

„Welches Kind?“, fragte Jan und sah den Vater besorgt an. Er fragte sich, was er wirklich wusste.

„Dieses Mädchen hat einen Schock erlebt. Und du, Jan, musst ihr helfen!“

Jan nickte. Samuel stand auf.

„Das Mittagessen wartet. Du solltest vor deiner Abreise etwas zu essen haben.“

„Ich habe keinen Appetit. Außerdem tut mein Kiefer weh.“

„Gabriella hat eine Menge Arbeit vor sich. Wenigstens solltest du deinen Löffel in den Brühe-Teller umrühren.“

Jan stand etwas wackelig auf. Als sein Vater jedoch versuchte, ihm zu helfen, schüttelte er jedoch heftig den Kopf. Er hatte nicht die Absicht sich an seinen achtzigjährigen Vater zu hängen. Er zog es vor, den Stuhl zu ergreifen. Jan schaute sich am Tisch um.

„Das ist ein echter Leckerbissen!“

 „Wenn der verlorene Sohn nach Hause zurückkehrt, wartet der Vater mit einem Festmahl.“

Samuel setzte eine Kappe auf und gab die andere seinem Sohn. Dann setzten sie sich beide an den Tisch. Samuel sprach ein Gebet und goss Wein in Gläser.

1Challot sind in der aschkenasischen jüdischen Tradition geflochtene Brote aus Weißmehl, Hefe, Eiern und etwas Fett – wobei die Rezepte, die Anzahl der „Zöpfe“ und die Form je nach Brauch und Anlass variieren. Challot werden meist für Schabbat und jüdische Feiertage gebacken und sind in der Regel parve (neutral), damit sie auch zu Fleisch gegessen werden können. Darin unterscheiden sie sich von den herkömmlichen Hefezöpfen, die mit Butter und Milch zubereitet werden

2 Die Halacha ist der rechtliche   Teil der Überlieferung des Judentums, im Unterschied zur Aggada.  Die Halacha umfasst die 613 Mizwot (Gebote), deren spätere Auslegung im Talmud und rabbinischen Gesetz sowie die Bräuche und Traditionen, die im Schulchan Aruch zusammengefasst wurden, enthält darüber hinaus aber auch allgemeine Rechtsgrundsätze.

Powrót marnotrawnych synów

Bracia wychodzą z aresztu. Na zewnątrz dosięga ich rześki powiew powietrza. Georg wziął głębszy wdech, spojrzał na brata.

– W takich chwilach człowiek widzi jasno, co w życiu jest najważniejsze.

– Wolność!

– Wiesz, Flori, gdzie czuje się ją najpełniej?

Florian zamiast odpowiedzi rzucił tylko wymowne spojrzenie na szczyty gór. Bracia spojrzeli po sobie, każdy bez słów wiedział, co myśli drugi. Pierwszy też raz od aresztowania patrzyli na siebie bez antypatii. Znowu byli braćmi.

Pierwszą osobą, na którą natknął się Georg po otwarciu drzwi swojego mieszkania, była jego córka. Zaskoczona Lea przez chwilę patrzyła na niego wielkimi, krągłymi oczami, rozszerzonymi przerażeniem. Nie zdążył nawet powiedzieć słowa, gdy obróciła się na pięcie i wybiegła z pokoju. Do Georga z wolna zaczynał docierać rozmiar złego, które uczynił. Poszedł do Mirjam. Ona pakowała swoje i Lei rzeczy do walizki. Mirjam uciekać przed nie zamierzała, przeciwnie, patrzyła się mu prosto w oczy z pogardą, ale też i ciągłym jeszcze niedowierzaniem.

– Wyjeżdżasz? – zapytał Georg

– Tak. I zabieram Leę.  – odparła z przyciskiem na „zabieram” i rzuciła mu twarde spojrzenie – I nie próbuj mnie powstrzymać.

– Na długo wyjeżdżacie?

– Nie wiem, na jak długo i nie wiem jeszcze, gdzie. Po prostu, jak najdalej stąd.

Georg tylko pokiwał głową, że rozumie.

– Wiem, co dla mnie zrobiłaś … – Georg nawiązał, do wystąpienia Mirjam w jego obronie i wzięcia na siebie roli „podkładki” awantury. – Dziękuję, Mirjam.

– Niepotrzebnie. Nie zrobiłam tego dla ciebie, tylko dla mojej córki.  – dokończyła zimno.

 Mirjam odwróciła się do niego plecami i ponownie powróciła do pakowania walizek. Przez jakiś czas trwało niezręczne milczenie. Wreszcie Mirjam przerwała ciszę, odwróciła się ponownie do Georga.

– Odebrałeś mi prawa do mojego dziecka, bo uważałeś, że zagrażam mu jako matka. No to teraz popatrz, co się przytrafiło naszej córce od czasu jak jest pod twoją wyłączną opieką. Tydzień temu o mały włos nie wpadła pod koła samochodu Lorenza.  A teraz … – Mirjam przerwała na moment, nawet jej było trudno o tym mówić. –  Lea pyta się dziadka, czy to prawda, że jej tata nienawidzi Żydów? … I czy ją też tatuś nienawidzi …

Georg przełknął gorzkie słowa Mirjam, które były tylko do dopełnieniem do przerażenia w oczach Lei na jego widok. Wtedy Mirjam bezlitośnie dokończyła:

– Spójrz na siebie, Georg! I odpowiedz sobie sam, kim ty jesteś dla swojej córki!

Mirjam powróciła do pakownia. Georg, rozumiejąc, że nie ma nic na swoje usprawiedliwienie, zostawia Mirjam samą.

W godzinę później pod Leitnerhof podjechał samochód dr. Horowitza. Georg zza szyby okna w swoim mieszkaniu przyglądał się jak Mirjam z Leą żegnają się z jego ojcem przy samochodzie lekarza. Isaak pakował walizki do bagażnika. Kiedy wsiadły do samochodu, Sebastian pochylił się i wsunął głowę do środka, wtedy też Georg dostrzegł na tylnym siedzeniu Jana. Ojciec podał dłoń Janowi, po czym wysunął głowę z samochodu i zamknął drzwi. Samochód ruszył. Sebastian stał i parzył się na drogę, długo jeszcze po tym, jak samochód zupełnie zniknął w oddali. Georg poczuł, że szloch dławi mu gardło. Wszystko, co kochał, co było dla niego sensem życia – Lea, jego małe słoneczko – zostało mu zabrane. Miał wrażenie, jakby widział córkę po raz ostatni w swoim życiu. Odszedł od okna, usiadł przy pustym stole i ukrył twarz w dłoniach: „Wszystko stracone”. – pomyślał i po raz drugi od czasu, jak zrozumiał, że jest nikim dla Marie, zalał się łzami.

Opuszczenie przez Floriana aresztu spowodowało, że Karin wraz z Milą zdecydowały się przyjąć zaproszenie Lisy i przeprowadzić z Leitnerhof do Alp. Żadna z nich nawet nie chciała słuchać wyjaśnień od Floriana. Spojrzenia Karin i Mili mówiły same za siebie. Zresztą, co on miał na swoje usprawiedliwienie? Chyba tylko jedno – amok!  Ale tu to go mógł zrozumieć tylko brat, który nie inaczej oceniał swój własny postępek. Mili, pierwszy raz od powrotu z Monachium, puściły zupełnie emocje, że wykrzyczała do ojca cały swój ból i nienawiść. Florian usłyszał od córki, że uważa go za takiego samego, jak ten, który wobec niej użył przemocy, jak wszyscy ci, których raiła jej Magdalene. Karin była przerażona jej reakcją – nigdy wcześniej nie była świadkiem takiego wzburzenia u córki.

– Po tym wszystkim, co Milę tam spotkało, upadek jeszcze zaufania do własnego ojca może skończyć się u niej całkowitą awersją do mężczyzn. Jak zostanie przez to sama w życiu, to będziesz sobie mógł pogratulować.

Florianowi na te gorzkie wyrzuty żony zabrakło słów. Bardziej pro forma, bo spodziewał się odpowiedzi, zapytał się, co będzie dalej z nimi. Karin nie pozostawiła mu złudzeń.

– Nas już nie ma, Florian. Słyszałam od Lisy, że twój obrońca jest też adwokatem od spraw rodzinnych. To się dobrze składa dla ciebie. Nie będziesz musiał szukać kolejnego.

 Jeszcze tego samego dnia Karin i Mila przeniosły się do Hubers Alp.  Bracia zostali sami. Opuściły ich kobiety, stracili córki. Nadszedł czas stanąć im twarzą twarz z ojcem. Żaden z nich nie spodziewał się, że za drzwiami będzie czekać na nich powitalna uczta i otwarte ramiona ojca.

Sebastian to był zawsze człowiek rodzinny. Ona była dla niego esencją życia, a synowie i wnuczki wszystkim, co kochał. Fakt, że nie był szczególnie wylewny – uczucia potrafił w sposób otwarty okazywać jedynie dzieciom. Wnuczki właśnie opuściły jego dom, a synowe czekali na audiencję i wyrok. Jak za dawnych lat, gdy mieli po kilka, kilkanaście lat. Kiedy obaj stanęli przed nim, to ci dwaj dorośli mężczyźni wydali się mu nagle zupełnie obcy. „To nie możliwe, żeby to była jego krew, żeby on ich spłodził!” Gniew już zdążył opaść. Przyszła obcość, a wraz z nią chłód. Wszystko, co miał im do powiedzenia zawierało się w jednym zdaniu: „Zejdźcie mi obaj z oczu”.  I powiedział, to jak zawsze – spokojnie, bez podnoszenia głosu, prawie beznamiętnie, ale jednocześnie autorytarnie i nieodwołalnie, jak to było w jego charakterze. Gdyby robił wyrzuty, krzyczał, pomstował na nich, to może byłaby reakcja z drugiej strony – Georg i Florian podjęliby próbę obrony. Ale tak, nie pozostało im nic innego jak wyjść. Florian trochę zwlekał, zachowywał się jakby przyrósł nogami do podłogi. Georg musiał go szturchnąć, żeby ten się otrząsnął i ruszył za nim do drzwi.  W przeciwieństwie do Georga, Florian nie patrzył się nawet w twarz ojcu. Było mu autentycznie wstyd. On też tylko zdobył się na słowa przeprosin. Niewiele wartych, ale koniecznych, jak rozumiał. U Georga, który od lat pytał samego siebie, kim jest dla ojca i kim ojciec jest dla niego, była jednak pewna ciekawość, tym większa i śmielsza, że wiedział od Lisy, że ojciec był o krok od zapłacenia Edelsteinom każdej żądanej sumy. Kategoryczny sprzeciw wyraził ojciec tylko wobec jego przeprosin, i to przeprosin w formie przedstawionej przez adwokata rodziny Edelstein. Te zimne słowa ojca rozwiały w nim jednak wszystkie wcześniejsze złudzenia. Kiedy obaj opuszczali już pokój ojca, to dobiegło ich jeszcze przy drzwiach ciche, spokojnie, ale też dobitne słowa ojca: „Na zawsze”.

Jan leżał na kanapie w salonie swojego ojca, obok na stole stała zastawa na dwie osoby. Gabriela, gospodyni profesora od 35 lat, postarała się, aby ostatni posiłek Jana, ostatni przed jego wyjazdem do Norymbergi składał się z potraw godnych szabasowej kolacji.  Była więc na stole ryba faszerowana, kugiel, czyli babka ziemniaczana, czulent z wołowiny, ciecierzycy i kaszy jęczmiennej. Na stole nie mogło zabraknąć rosołu i świeżo upieczonej chałki.   Samuel stał milczący przy drzwiach do ogrodu. Jan błądził oczami po suficie. Męczyło go to niezasłużone nadskakiwanie mu Gabrieli, która nie mając sama własnych dzieci, traktowała go niemal jak własnego syna.  Jeszcze bardziej dręczyło go milczenie ojca. Ile jeszcze kłamstw padanie tu z jego ust, zanim zamknie za sobą drzwi? – pomyślał Jan.

– Nic nie mówisz…

– Nie mam ci nic więcej do powiedzenia nadto, co sam dobrze wiesz.  Zniszczyłeś dobre imię Georgowi Leitnerowi, rozbiłeś mu rodzinę, którą chciał odbudować, zabrałeś mu kobietę, którą najwyraźniej kochał, skoro tak ostro zareagował. Nie można większej krzywdy wyrządzić drugiemu mężczyźnie. 

– Samuel podszedł bliżej do syna. Wziął odsunął jedno krzesło od stołu i przysunął je blisko do kanapy.   Usiadł przy wezgłowiu kanapy.

 – Przykro mi, że cię zawiodłem.

– Zgubiłeś się, synu.

–  Gdybyś wiedział, jak bardzo…- westchnął ciężko Jan

 Samuel popatrzył uważnie na twarz syna i uśmiechnął się łagodnie.  Nie potrafił gniewać się na Jana.

–  Nie jesteś ani pierwszym, ani ostatnim, co zgubił własny kurs przez kobietę. A Mirjam Leitner to bardzo piękna kobieta.   – Samuel uśmiechnął się wyrozumiale do syna.

Profesor Edelstein, jako konserwatywny żyd starał się przestrzegać Halach: do stolika, przy którym siedzi samotna kobieta by się nie dosiadał. Przy zakupie samolotowego czy kolejowego biletu zawsze zaznaczał, że nie życzy sobie towarzystwa żadnej obcej kobiety na siedzeniu obok. Co nie znaczyło, że nie był wrażliwy na kobiecą urodę.

– W dodatku ona jest nasza.  Dla niej lepiej, żeby porzuciła życie z gojem i związała się z żydem.  Tym niemniej, musisz spróbować naprawić krzywdę. Przede wszystkim zatroszczyć się o to dziecko.

– Jakie dziecko? – zapytał Jan i spojrzał niespokojnym wzrokiem na ojca. Zastanawiał się, co ojciec wie naprawdę.

– Ta dziewczynka przeżyła szok. I ty musisz jej pomóc, Jan!

Jan pokiwał głową. Samuel wstał.

 – Obiad czeka.  Powinieneś coś zjeść przed wyjazdem.

– Nie mam apetytu. Poza tym boli mnie szczęka.

– Gabriela się napracowała. Wypada przynajmniej w talerzu z rosołem łyżką zamieszać.

Jan podniósł się ciężko, wstał trochę chwiejnie.  Jednak, kiedy ojciec próbował mu pomóc, gwałtownie potrząsnął głową. Nie zamierzał podtrzymywać się swojego osiemdziesięcioletniego ojca. Wolał chwycić się krzesła. Jan rzucił okiem po zastawionym stole.

– To ci dopiero prawdziwa uczta!

 – Kiedy zagubiony syn wraca do domu, to ojciec czeka z ucztą. – Samuel założył na głowę jarmułkę i podał drugą synowi. Po czym obaj zasiedli do stołu.  Samuel odmówił modlitwę i rozlał wino do kieliszków.

Worüber erzählt „Daheim in den Bergen” Brigitte Müller wirklich?

Was in der Geschichte von Brigitte Müller mein Herz berührt und seine Fäden berührt hat, ist, dass „Daheim in den Bergen” eine Geschichte über das Füllen von Gruben ist, die zwischen Menschen entstanden sind, weil ein Mann einem anderen Mann großen Schaden zugefügt hat. Diese Gräben, diese Spaltungen sind immer unsere Emotionen, denen wir oft hilflos ausgeliefert sind – wir würden sie gerne ändern, wissen aber nicht wie. Und ohne ihre Umkehrung kann es keine echte Versöhnung geben. Solange es Scham, Schuldgefühle beim Täter, Trauer und Schmerz beim Opfer gibt, wird es eine Kluft zwischen ihnen geben. Es muss die Bereitschaft bestehen, dem Täter zu vergeben, dass eine lange und mühsame Versöhnung beginnt. Und wenn das Geschädigte das Opfer in seinem Herzen nisten lässt, wird es kurzfristig selbst zum Henker.    Das Opfer beginnt, die Rechnung mit dem Täter zu begleichen, und der Schaden wird auf die unschuldigen Kinder des Täters übertragen. Und das zeigt Sebastian Leitner in der Geschichte. Sebastian verhält sich nicht christlich – er befiehlt Lorenz, des Darlehen in Wucher zurückzuzahlen: doppelt so viel, wie er ihm schuldete. Hubers Kinder bezahlen auch den Tod seines Sohnes. Er will die Schuld, die Ursache der Tragödie, nicht in seinen Taten suchen, er gibt Lorenz die ganze Schuld. Die Hubers, sie sollen Armut, Erniedrigung, Verachtung und soziale Ausgrenzung erleiden, sie sollten ihm das ganze Land geben, das ihre Existenzgrundlage ist. Wie war die Haltung von Lorenz nach der Tragödie? Viele an seiner Stelle würden das Seil nehmen, in den Stall gehen und sich erhängen. Aber Lorenz nahm dieses Schuldkreuz auf den Rücken und trug es. 20 Jahre lang hat er demütig sein Schicksal als sozialer Ausgestoßener ertragen (siehe die Szene im Schachklub), bereit, seine Strafe bis zum Ende zu ertragen. Er leidet zweimal, wegen des Schadens, den er seinem engsten Freund zugefügt hat, aber auch wegen der ungerechten Strafe, die seine Töchter mit ihm erleiden. Lorenz` ältere Tochter Marie, als die geistig schwächere, ängstliche, versteckte sich hoch in der Alm vor der Welt. Marie erträgt ihr Schicksal geduldig und das einzige, was sie vom Leben erwartet, ist, dass es nicht schlimmer wird als es ist. Die jüngere Lisa, die von Natur aus mutig ist, entkam in die Welt. Und in einer großen Metropole versuchte sie allein ohne die Fürsorge und Unterstützung ihrer Familie, über Wasser zu bleiben, sich weiterzubilden und die Grundlagen ihrer Existenz zu schaffen. Wer die Lisa & Liam One-Night-Stand Szene richtig gelesen hat, hat keine Zweifel, welchen schrecklichen Preis Lisa, damals 18, für Sebastians Rache gezahlt hat, die seine Schwiegertochter und Mutter seiner Enkelkinder werden sollte. Marie und Lisa haben ein großes Gefühl der Ungerechtigkeit in ihren Herzen, und keiner von ihnen möchte die anderen mit derselben Münze zurückzahlen. Marie will nicht für die Wiesen kämpfen. Lisa ließ sich eher von einem zufälligen Kerl auf der Toilette gefickt   (die absichtliche Posttraumatisierung, die sie in einen mentalen Zustand versetzen sollte, als sie sich prostituierte – emotionale Unterkühlung und sich so davon abhalten, in eine Affäre mit Florian zu geraten), anstatt jemand anderen zu verletzen (Karin und Mila). Marie ist 45 Jahre alt, Lisa ist 38, beide sind ledig und kinderlos. Das bedeutet, die Familie Huber sollte aussterben! Nur dann wird das Unrecht wiedergutgemacht. Aber auch die Familie Leitner hat den Preis für diese Rache bezahlt. Sebastian wurde von seiner Frau verlassen, weil sie die Atmosphäre des Hasses im Haus nicht ertragen konnte und die Tatsache akzeptieren konnte, dass Kinder für die Sünden ihrer Väter bezahlen sollten (siehe Georges Gespräch mit seinem Vater; der Sohn beschuldigte seinen Vater, seine Mutter habe Leitnerhof verlassen, weil Sebastian jeden Versuch, zur Normalität zurückzukehren, als persönlichen Verrat seiner Frau ansah.) Keiner seiner Söhne ist glücklich Florian: Er ist der Manager des Gasthauses seines Vaters, hat eine liebevolle und hingebungsvolle Frau und eine schöne, kluge Tochter. Die unerfüllte jugendliche Liebe hält jedoch seine Beine in der Vergangenheit fest und macht Florian unfähig, das, was er hat, vollständig zu genießen. Georg ist ein 45-jähriger geschiedener Mann, der emotional auf der Ebene eines Teenagers feststeckte, ohne interne Bremsen, ohne Einsicht (die Fähigkeit, aus seinen eigenen Fehlern zu lernen). Georg porträtiert einen Mann, der alles ruinieren wird: Familie, Beziehung, Freundschaft, Geschäft. Deshalb sollte sich jeder von ihm fernhalten, nicht nur Frauen. Die ganze Familie Huber versteht das sehr gut, daher wurde Maries Entscheidung, sich vor Georg zu verstecken, dass sie sein Kind erwartet, von ihrem Vater und ihrer Schwester ohne Kritik akzeptiert.

Daheim sollte (so jedenfalls las ich diese Geschichte) nicht nur eine Geschichte über unvorstellbare Trennungen zwischen Menschen sein, sondern auch über eine zweite Chance, über Hoffnung. Dies ist keine triviale Geschichte über zwei Bauern, die sich ihr ganzes Leben lang nicht gemocht haben und plötzlich aus Versehen im Heu gelandet sind, um Eltern eines gemeinsamen Kindes zu werden. Dazu hat der neue Autor diese Geschichte leider gebracht, indem er die Hauptfiguren tötete und das Drama damit ihrer tieferen Bedeutung beraubte. Das Paar Georg und Marie, obwohl vielleicht für viele interessant, hätte nicht so viele Millionen von Zuschauern an ihre Fernseher gelockt. Zumal Marie und Georg von einem äußerst unerträglichen Infantilismus geprägt sind. Diese Millionen von Zuschauern wurden von Sebastian und Lorenz und natürlich von den großartigen Schauspielern, die ihre Rollen spielten (Walter Sittler und Max Herbrechter), von dem Fernsehen angezogen. Helden, die den Weg der Versöhnung eingeschlagen haben, dürfen nicht getötet werden, bevor diese Versöhnung abgeschlossen ist! Sebastian rahmt diese erneuerte Beziehung zu Lorenz ein: „Wir werden nicht um Peter und die Wiesen reden.” Dies ist ein falscher Rahmen, der umgestoßen werden muss, denn genau dieser Rahmen steht nicht nur einer vollständigen Versöhnung, sondern sogar der Normalisierung des Lebens beider Freunde im Wege. Sowohl Sebastian als auch Lorenz leben auf dem Friedhof unter den Toten, denn keiner von beiden hat sich mit dem Tod dieses Kindes abgefunden. Damit Peters Tod aufhört, sie zu trennen, muss Sebastian auch die Schuld am Tod des Kindes in seinen Handlungen finden. Dann wird es ein gegenseitiges Verständnis ehemaliger Freunde geben. Jeder von ihnen trug zu diesem unglücklichen Unfall bei, aber keiner von ihnen entschied über Peters Tod. Der Tod wurde an Peter geschrieben und keiner von ihnen beide hatte Einfluss darauf. Denn Leben und Tod gehören nicht zu uns. Sebastian und Lorenz müssen sich beide zuerst von Peter verabschieden, d. H. ihn gehen lassen, damit sie den Friedhof verlassen und zu den Lebenden zurückzukehren. Das Ende der Trauer um Peter wird paradoxerweise dazu führen, dass Peter wieder zu ihnen zurückkehrt. Aber nicht mehr als ein Teil ihrer schmerzlichen Erinnerungen an seinen Tod, sondern als ein lebendiger Peter in ihren Erinnerungen. Diese Erinnerungen werden Sebastian und Lorenz immer positiv verbinden und deshalb oft und bereitwillig zu ihnen zurückkehren.

Jede Bestrafung muss enden. Lorenz verbüßte seine Strafe und verdient ein Lächeln des Schicksals für eine zweite Chance. Lorenz ist aus einem bestimmten Grund Witwer. Der zweite Teil von Daheim, der sich auf seine Vergangenheit bezieht, handelt vom Verrat. Daher die Schlussfolgerung, dass es in Lorenz’ Leben noch eine Frau gab. Und sie sollte zurückkommen. Lorenz hat das Leben von Peter auf dem Gewissen und eine lange soziale Isolation hinter sich. Die einzige Frau, mit der sie seine einsame Seele verstehen könnte, ist eine, die selbst jemandem das Leben genommen hat und weiß, wie es ist, viele Jahre lang von der Welt getrennt zu sein (im Gefängnis, nehme ich an).  Im Finale dieser Geschichte sollten Sebastian und Lorenz also kein gemeinsames Grab haben (wie der neue Autor es sich ausgedacht hat), sondern Hochzeitsglocken für den einen und die Rolle des besten Mannes für den anderen.  Eine öffentliche (ostentative) Versöhnung zwischen Sebastian und Lorenz. Wir wissen, dass Sebastians Frau noch am Leben ist. Die Autorin hat nicht entschieden, ob die beiden geschieden oder getrennt leben. Alles, was wir wissen, ist, dass Sebastian und seine Frau den Tod ihres Sohnes getrennt hat. Bevor Lorenz seine andere verlorene Hälfte finden würde, würden die beiden den Weg zurückfinden. Diese erwartete große bayerische Hochzeit im Finale sollte zwei Paare im Finale gehabt haben.  Die Paare sind durch eine Geschichte mit versteckter Vaterschaft und einer Warnung, eng miteinander verbunden. Die Warnung, wozu ein solcher Betrug hätte führen können, wenn die Katze nicht rechtzeitig aus dem Sack gesprungen wäre.

Einerseits unternehmen Sebastian und Lorenz Schritte zur gegenseitigen Versöhnung, und andererseits entstehen neue Trennungen zwischen ihren Kindern. Und weil, wie ich schon bemerkt habe, was trennt, sind die gegensätzlichen Emotionen der Figuren, muss man daraus schließen, dass auch zwischen den Kindern so widersprüchliche Emotionen entstehen werden, dass sie es unmöglich machen, miteinander auszukommen. Und man sieht schon jetzt, dass  die Emotionen Georg und Marie trennen werden. Georg ist explosiv, reagiert auf jeden Stress mit Wut, und Marie wird von Angst beherrscht. Und wie bringt man das miteinander in Einklang? Es gibt auch keinen Grund zu glauben, dass sie etwas gegen die negativen Emotionen unternehmen werden, die sie beherrschen, es sei denn, das Leben zwingt sie dazu. Da das, was die Helden trennt (sie daran hindert, zusammen zu sein), ihre Emotionen sind, ist es nicht länger überraschend, dass jeder Charakter hier ein ernstes emotionales Problem darstellt. Aber weder durch Zufall noch auf der Flucht ist der Psychotherapeut hier aufgetaucht. Jan sollte sicherlich eine Schlüsselrolle dabei spielen, diese internen Spaltungen in der Familie zu begraben.    Seine Rolle sollte eine doppelte sein: Einerseits sollte er die Situation aufheizen und so Marie und Georg zeigen, wie sie wirklich sind („der König ist nackt”), und andererseits sollte er ihnen helfen, das Glas zu entfernen, das sie trennt. Die übrigen Paare sollten ebenfalls das unzerbrechliche Glas trennen. Und Jan sollte ihnen helfen, sich zu versöhnen. Welche Rolle sollte Liam beim Füllen der Gruben in dieser bayerischen Familie spielen? Da Liam Anwalt ist, sollte er die rechtlichen Hindernisse in der Familie beseitigen, um die Versöhnung zu vollenden, die außerhalb von Lisas Rechtsfähigkeit liegen. Implizit – Strafrecht. Liam ist ein Frauenfeind, daher wäre es seine Aufgabe, eine Frau zu verteidigen, die wegen Mordes an ihrem eigenen Ehemann verurteilt wurde. Als Therapieform für ihn ist das selbstverständlich.

Obwohl die Geschichte in Bayern spielt, verwenden die Schauspieler den Dialekt nicht, auch nicht diejenigen, die ihn kennen. Dies ist ein klares Signal dafür, dass die Geschichte universell sein sollte. Sowohl das Hauptthema des Dramas: Der Weg zur Versöhnung zwischen Menschen als auch alle Probleme einzelner Charaktere sind universell. Weil sie auf jeden Menschen fallen können, unabhängig davon, wo er lebt. Deshalb war ich nicht allzu überrascht über gewisse Vereinfachungen, Schemata, Analogien, Wiederholungen in der Serie. Dies ist keine Schwäche der Serie, sondern ein bewusster Einsatz von Tricks, damit das Problem leichter zu veranschaulichen ist.

Sollte sich das Drama mit seiner Symbolik irgendwie auf den Ort beziehen, an dem es stattfindet, und gleichzeitig mit seiner Botschaft weit über Bayern und sogar Deutschland selbst hinausreichen, d.h., sich auf das heutige Europa beziehen?  …

Es wäre nicht möglich gewesen, all dies ohne Nebengeschichten zu entdecken, ohne die Interviews mit den Schauspielern selbst, die manchmal unbewusst ein Stück des Geheimnisses über die von ihnen gespielten Figuren entdeckt haben. Für mich ist diese Geschichte vor allem eine „Reise” in das wunderbare Bayern und ins schöne Allgäu. Aber nicht nur das. Der Versuch, sich der Zukunft der Figuren zu stellen, führte mich dazu, die Kultur der Bayern, aber auch ein wenig jüdische und islamische Kultur kennen zu lernen. Eine sehr interessante und angenehme Erfahrung. Umso mehr, als es mir erlaubte, die Prosa des Alltags ein wenig zu vergessen, der seit Monaten von einem Bandscheibenvorfall, Ischias und einer 1,5 Jahre „Lockdown” geprägt war. Aber aus diesem Grund die Fragen, die die Hauptfiguren quälten: „Kann es immer noch das Gleiche sein wie vor dem Unfall?”, „Ist es überhaupt möglich?” standen mir in gewisser Weise nahe. Grüße an alle, die sich für diese Seite interessieren und trotz meiner gebrochenen deutschen Sprache diese Beiträge „durchbrechen“. Übrigens, ich arbeite daran, vielleicht schlägt die Zeit eine Lösung vor, damit das, was ich hier schreibe, niemanden beleidigt. Der Finger eines Gottes bedeutete, dass ich an einem Freitagabend, als ich versuchte, den Schmerz zu vergessen, „Schwesterliebe” fand – den dritten Teil von Daheim in den Bergen am Computer.

O czym tak naprawdę opowiada Daheim in den Bergen Brigitte Müller?

To, co mnie chwyciło za serce, poruszyło jego struny w historii Brigitte Muller to, że „Daheim” jest historią o zasypywaniu dołów, które powstały pomiędzy ludźmi wskutek wyrządzenia przez jednego człowieka ogromnej krzywdy drugiemu człowiekowi. O tym, jak bardzo łatwo wykopać ten dół pomiędzy najbliższymi sobie przyjaciółmi, sąsiadami i jakże trudno go zasypać. Te rowy, podziały to zawsze nasze emocje, wobec których jesteśmy często bezradni – chcielibyśmy je zmienić, ale nie wiemy jak. A bez ich odwrócenia, o żadnym prawdziwym pojednaniu nie może być mowy. Dopóki jest wstyd, poczucie winy u sprawcy, a żal i ból u ofiary, tak długo będzie między nimi przepaść.   Musi powstać u ofiary wola wybaczenia, żeby zaczął się proces długiego i żmudnego pojednania.  Jednak, jeśli ofiara tej woli w sobie nie odnajdzie, tak długo będzie pogłębiać się ten rów, który dzieli. Co więcej, gdy poszkodowany pozwoli, żeby ofiara w jego sercu się zagnieździła, to bardzo szybko sam przemieni się w kata.   Ofiara zacznie wyrównywać rachunki na sprawcy, a krzywda przeniesie na niczemu niewinne dzieci sprawcy. I tego jest przykładem w historii postać Sebastiana Leitnera. Sebastian nie zachowuje się po chrześcijańsku – pożyczkę odbiera lichwiarsko: dwa razy tyle, ile mu się należało, za śmierć syna, każe płacić także dzieciom zabójcy. Nie chce poszukać winy, przyczyny tragedii w swoim postępowaniu, całą winę spuszcza na Lorenza. Huberowie, mają cierpieć biedę, upokorzenie, pogardę i wykluczenie społeczne, mają oddać całą ziemię, która jest podstawą ich egzystencji. Jaką postawę przyjął Lorenz po tragedii? Wielu na jego miejscu, wzięłoby sznur, poszło do stajni i się powiesiło. Ale Lorenz wziął ten swój krzyż winy na plecy i go niesie. Od 20 lat z pokorą znosi swój los społecznego wyrzutka (vide – scena w szachowym klubie, kiedy nikt się do niego nie przysiada, dopiero Sebastian), gotowy ponieść swoją karę aż do końca. Cierpi podwójnie, z powodu krzywdy wyrządzonej najbliższemu przyjacielowi, ale także z powodu, niezawinionej kary, którą ponoszą wraz z nim jego córki. Starsza córka Lorenza – Marie, jako ta słabsza psychicznie, lękliwa schowała się przed światem wysoko w Alp. Marie cierpliwie znosi swój los, a jedynie, czego oczekuje od życia, to żeby nie było gorzej niż jest. Młodsza Lisa, która z natury jest waleczna i odważna uciekła w świat. I wielkiej obcej metropolii, próbowała o własnych siłach bez opieki i wsparcia rodziny, utrzymać się na powierzchni, wykształcić się i zbudować sama podstawy swojej egzystencji. Kto właściwie odczytał, scenę L&L O-N -S, ten nie ma już wątpliwości, jaką straszną cenę zapłaciła 18 letnia wówczas Lisa za zemstę Sebastiana, ta która miał zostać jego synową i matką jego wnuków. Marie ma 45 lat, Lisa – 38. Obie są samotne i bezdzietne. Znaczy, że ród Hubera powinien wymrzeć!  Wtedy dopiero krzywdy zostaną wyrównane. Ale i rodzina Leitnerów zapłaciła cenę za tę zemstę.  Sebastiana zostawiła żona, ponieważ nie potrafiła znieść atmosfery nienawiści w domu oraz zaakceptować faktu, że dzieci mają płacić z grzechy ojców (vide – rozmowa Georga z ojcem, kiedy syn zarzuca ojcu, że matka odeszła, bo nie Sebastian, każdą próbę powrotu do normalności uważał za osobistą zdradę ze strony żony).  Żaden z jego synów nie jest szczęśliwy. Florian: jest menedżerem zajazdu ojca, ma kochającą i oddaną żoną oraz udaną córkę. Jednak niespełniona młodzieńcza miłość sprawia, że nogami ciągle tkwi w przeszłości i nie potrafi cieszyć się w pełni tym, co ma.  Georg to 45 letni, rozwiedziony mężczyzna, który emocjonalnie zatrzymał się na poziomie nastolatka, pozbawiony hamulców wewnętrznych, wglądu w samego siebie (umiejętności wyciągania wniosków z własnych błędów). Georg całym sobą obrazuje faceta, który wszystko w perzynę obróci: rodzinę, związek, przyjaźń, interes. W związku z czym należy się od niego trzymać z daleka każdemu, nie tylko kobietom. Cała rodzina Huber rozumie to doskonale, dlatego decyzja Marie o ukryciu przed Georgiem ojcostwa zostaje przyjęta przez jej ojca i siostrę bez słowa krytyki.

Daheim miał być (przynajmniej ja tak odczytałam tę historię) nie tylko historią o niewyobrażalnych podziałach między ludźmi, ale także o drugiej szansie, o nadziei.  To nie jest banalna historia o dwóch rolnikach, którzy całe życie się nie lubili i nagle przypadkowo wylądowali na sianie i mają zostać rodzicami wspólnego dziecka. Do czego niestety sprowadził nowy autor tę historię, uśmiercając głównych bohaterów i tym samym pozbawiając ją głębszego sensu. Para Georg i Marie, jakkolwiek może dla wielu interesująca to jednak nie przyciągnęłaby do telewizorów tyle milionów widzów. Szczególnie, że Marie i Georg są naznaczeni wyjątkowo nieznośnym rysem infantylizmu. To zrobili Sebastian i Lorenz.  Nie wolno uśmiercić bohaterów, którzy weszli na drogę pojednania, zanim ono się nie zakończy!  Sebastian zakreśla ramy tych odnowionych relacji z Lorenzem: „nie będziemy wracać do Petera oraz spornej ziemi”. Są to fałszywe ramy, które muszą zostać obalone, bo właśnie stoją na przeszkodzie nie tylko pełnego pojednania, ale nawet normalizacji życia obu przyjaciół. Zarówno Sebastian, jak i Lorenz żyją na cmentarzu, pośród zmarłych, ponieważ żaden z nich nie pogodził się z odejściem tego dziecka. Żeby przestała ich dzielić śmierć Petera, to Sebastian musi poszukać winy śmierci dziecka także w swoim postępowaniu. Wtedy dojdzie do wzajemnego zrozumienia się byłych przyjaciół, Każdy z nich przyczynił się do tego nieszczęśliwego wypadku, ale żaden z nich nie zdecydował o jego śmierci.  Ona była zapisana Peterowi i żaden z nich nie miał na to wpływu. Bo życie i śmierć nie należą do nas. Muszą najpierw oboje pożegnać się Peterem, tj pozwolić mu odejść, żeby opuścić cmentarz i powrócić do żywych. Zakończenie zaś żałoby po Peterze paradoksalnie sprawi, że Peter do nich na nowo powróci, ale już nie jako dzielące ich bolesne wspomnienie jego śmierci, ale właśnie jako żywy Peter w ich wspomnieniach sięgających wspólne przeżytych chwil z tym wyjątkowym dzieckiem. Te wspomnienia zawsze będą pozytywnie łączyć Sebastiana i Lorenza i dlatego będą do nich wracać często i chętnie. 

Każda kara musi mieć swój kres. Lorenz swoją karę odbył i zasługuje jeszcze na uśmiech od losu, na drugą szansę. Lorenz nie bez powodu jest wdowcem. Druga część Daheim, która odnosi się do jego przeszłości opowiada o zdradzie. Stąd wniosek, że w życiu Lorenza była jeszcze jakaś kobieta. I ona powinna wrócić.  Lorenz ma na swoim sumieniu życie ludzie i za sobą długą izolację społeczną. Jedyna kobieta, z którą mogłaby zrozumieć jego samotną duszę, to taka, która sama odebrała komuś życie i wie, co to jest być oddzielonym od świta przez długie lata (w domyśle: więzienie).  A więc w finale tej opowieści przyjaciół powinien czekać nie wspólny grób (jak to sobie wymyślił nowy autor), tylko weselne dzwony dla jednego, a dla drugiego rola drużby. Czyli publiczne (ostentacyjne) pojednanie Sebastiana i Lorenza.  Wiemy, że żona Sebastiana nadal żyje.  Autorka nie rozstrzygnęła, czy ci dwoje są rozwiedzeni, czy w separacji. Jedyne co, wiemy, to że Sebastiana podzieliła z żoną śmierć ich syna. Zanim Lorenz odnalazłby swoją drugą zagubioną połowę, to i tych dwoje znalazłoby z powrotem drogę do siebie. Także to oczekiwane wielkie bawarskie wesele w finale powinno było mieć w finale dwie pary.  Pary ściśle ze sobą połączone historią z ukrytym ojcostwem i ostrzeżeniem, do czego takie oszustwo mogłoby doprowadzić, gdyby kot nie wyskoczył z worka na czas.

Z jednej strony Sebastian i Lorenz podejmują kroki ku wzajemnemu pojednaniu, a z drugiej powstają nowe podziały pomiędzy ich dziećmi. A ponieważ, jak już zauważyłam, to co dzieli to przeciwne emocje bohaterów, to wnioskować należy, że pomiędzy dziećmi również powstaną, takie sprzeczne emocje, że będą uniemożliwiały wzajemne dogadanie się.  I już widać, co to za emocje podzielą Georga i Marie. Georg jest wybuchowy, reagujący na każdy stres wściekłością, a Marie rządzi strach.  I jak to pogodzić ze sobą? Nie ma też co się łudzić, że oni coś z tym władającymi nimi negatywnymi emocjami zrobią, o ile życie ich do tego nie przymusi. Skoro zaś podziały budowane są na emocjach, tak nie dziwi już, że każda z postaci obrazuje tu sobą jakiś poważny problem emocjonalny. No, ale ani nie przypadkiem, ani przelotem pojawił się tu psychoterapeuta.  Jan w założeniu na pewno miał odegrać kluczową rolę w zakopywaniu tych wewnętrznych podziałów w rodzinie.   Jego rola miała być podwójna – z jednej strony miał zaognić sytuację i przez to pokazać Marie i Georgowi, jacy oni są naprawdę („król jest nagi”), a z drugiej pomóc im usunąć, tę szybę, która ich rozdziela. Także pozostałe pary miała rozdzielić szyba nie do przebicia. I im też pojednać się miał pomóc Jan. Jaka rola miała przypaść w zasypywaniu dołów w tej bawarskiej rodzinie Liamowi? Skoro Liam to prawnik, a więc on miał w założeniu usunąć przeszkody prawne w rodzinie na drodze jej do całkowitego pojednania i to takie, które są poza możliwościami prawnych Lisy. W domyśle – karne.

Choć rzecz rozgrywa się na Bawarii, to jednak aktorzy nie posługują się gwarą, nawet ci, którzy ją znają. To wyraźny sygnał, że historia miała mieć wymiar uniwersalny.   Zarówno temat główny dramatu: droga do pojednania między ludźmi, jak i wszystkie problemy poszczególnych bohaterów są ogólnoludzkie, wykraczające poza granice Bawarii, Niemiec.  Bo mogące spaść na każdego człowieka, niezależnie, gdzie żyje i mieszka.  Dlatego za bardzo nie dziwiły mnie w serialu pewne uproszczenia, schematy, analogie, powtórki. To nie jest słabość serialu, tylko celowo zastosowane chwyty, alby łatwiej było zilustrować dany problem.

Czy dramat miał w założeniu sięgać symboliką do miejsca, w której się rozgrywa, a jednocześnie przesłaniem wychodzić daleko poza Bawarię, a nawet same Niemcy, tzn. odnosić się do współczesnej Europy? To już, kiedy indziej.

 Nie dałoby się tego wszystkiego odkryć bez historii pobocznych, bez samych wywiadów z aktorami, którzy czasem nieświadomie odkrywali rąbka tajemnicy na temat bohaterów, których odgrywali. Dla mnie ta opowieść, to przede wszystkim „podróż” do wspaniałej Bawarii oraz do przepięknego Allgäu. Ale nie tylko. Próba zmierzenia się z dalszymi losami bohaterów zaprowadziła mnie do zapoznania się z kulturą Bawarczyków, ale także trochę z kulturą żydowską oraz islamską. Bardzo interesujące i przyjemne doświadczenie. Tym bardziej, że pozwalające zapomnieć trochę o prozie codzienności, którą od miesięcy wyznaczała mi przepuklina kręgosłupa rwa kulszowa i 1,5 roczny lock dawn. Ale też przez to i pytania, które nękały głównych bohaterów: „czy jeszcze może być jak dawniej, zanim nieszczęście przyszło?”, „czy to w ogóle możliwe?” były mi w pewnym sensie bliskie. Choć powody inne. Pozdrawiam wszystkich, których zainteresowała ta strona i mimo mojego połamanego języka niemieckiego, przebijają się przez te posty. BTW pracuję na tym, może też czas podpowie jakieś rozwiązanie, by wreszcie, to co tu piszę, nikogo raziło.   Jakiś palec boży sprawił, że w jakieś wieczór piątkowy próbując zapomnieć o bólu trafiłam w komputerze akurat na tę opowieść.

Wo der Teufel nicht selbst hin will, schickt er ein Weib

Mirjam hat mehr als einmal in ihrem Leben bewiesen, dass sie für Lea in der Lage ist, viele Widerstände zu überwinden und sogar mit einem persönlichen Feind zu kommunizieren. Und genau das war Lisa für sie gewesen, seit sie ihre Tochter vor Gericht verloren hatte. Diesmal war es nicht anders. Mutters Liebe überwog ihre Abneigung gegen Lisa und ließ Mirjam mit einer verhassten Frau zusammenarbeiten, um einen Ausweg aus der Pattsituation zu finden. Wie schnell sich die beiden Frauen einig wurden, fanden sie die Lösung für diesen gordischen Knoten.

Zuerst machten sie einen Deal mit dem Psychiater Dr. Isaac Horowitz. Seine Aufgabe war es, Jan ein Ultimatum zu stellen, dass er ihn entlarven würde, wenn er Mirjams Vorschlag nicht zustimmen würde. Jan zögerte nicht einmal eine Minute, er akzeptierte ihren Vorschlag sofort. Erstens war er selbst erschrocken über die Wendung des Falles, und zweitens passte Mirjams Vorschlag gut zu ihm.  Geld hat ihn nie interessiert. Jan war wirklich kein Materialist. Er suchte keine Rache. Es war genug für ihn, dass er es geschafft hatte, vom falschen Weg zurückzukehren und Marie nicht geheiratet hatte. Er fühlte sich wieder sicher, er war frei und er hatte den wiedererlangt, den er wirklich liebte. Es war genug für Jan, das Ganze vergessen zu können.

Am selben Tag wurde die Anklage gegen Georg wegen Körperverletzung von Persönlichkeitsrechten einschließlich aller finanziellen Forderungen zurückgezogen. Liam war wirklich wütend auf sich selbst – er erwies sich als völliger Idiot. Einen Mann, der eine Tochter mit jüdischen Wurzeln hat, des Antisemitismus zu beschuldigen, bewies es nicht seinen Sinn. Das Ego tat sehr weh. Er schoss vorbei. Aber woher sollte er das wissen? Schließlich haben weder Mutter noch Tochter ihre Wurzeln auf die Stirn geschrieben. Außerdem ging der Anschuldigung in die Welt – die Milch lief aus. Und dieser Fleck wird nicht so einfach sein abzuwischen. Lisa hatte ihre fünf Minuten des Triumphs, als Mirjam erklärte, dass ihre Religion das Judentum ist und sie jüdische Herkunft hat. Sie würde gerne Liams Gesicht auf dem Foto krönen, als Mirjam ihm ein Familienfoto von Chanukka zeigte.  Auf dem Bild hatte Georg ein Käppchen: Kippa auf dem Kopf. Lisas Zufriedenheit hielt jedoch nicht lange an. Leider war es unmöglich, Maries berüchtigte Rolle im Skandal zu ignorieren. Und Liam Achenbach war nicht der Mann, dem Lisa irgendwelche Geheimnisse ihrer Familie preisgeben wollte, besonders die schmutzigen.

Am Nachmittag, zu dritt, d. h.: Lisa als Georgs Anwalt, Liam als Anwalt von Jan und Mirjam gaben eine gemeinsame Erklärung ab. Achenbach erklärte im Namen von Jan, dass der ganze Vorfall einen sehr prosaischen Hintergrund habe: „männliche Ehre“. Es ging, wie bei Männern üblich, um eine Frau. Dann stand Mirjam als „wahre“ Ursache der Schlägerei vor der Kamera und sagte aus, dass ihr Ex-Mann kein Antisemit sei, und bat aufgrund der Gefühle ihrer Tochter, die Verleumdung nicht weiterzuverbreiten.

Mirjam verließ das Allgäu schließlich mit Lea und Jan, sodass niemand diese Version des Ereignisses infrage stellte. Sie bereute ihre Entscheidung nicht. Jan half ihr nicht nur, mit sich selbst umzugehen, sondern vor allem zog er Lea aus dem Trauma heraus. Es war genug, um sie ihm für den Rest ihres Lebens dankbar zu machen.

Gdzie diabeł nie może, tam kobietę pośle

Mirjam już nie raz w życiu udowodniła, że dla dobra Lei jest w stanie pokonać w sobie niejeden opór, nawet porozumieć się z osobistym wrogiem. A tym była dla niej Lisa od czasu przegrania córki w sądzie. Nie inaczej było tym razem. Miłość matki przeważyła nad jej niechęcią do Lisy i zmusiła Mirjam do współpracy ze znienawidzoną kobietą, aby znaleźć wyjście z impasu. Ledwo też się razem porozumiały obie kobiety, jak znalazły rozwiązanie tego węzła gordyjskiego.

Najpierw dogadały się z psychiatrą dr. Isaakiem Horowitzem. Jego zadaniem było postawić ultimatum Janowi, że jeśli ten nie przystanie na propozycję Mirjam, to on go zdemaskuje. Jan nawet minuty się nie wahał — od razu przyjął jej propozycję. Raz, że sam był przerażony obrotem sprawy, a dwa — propozycja Mirjam bardzo mu odpowiadała. Pieniądze go nigdy nie interesowały – Jan naprawdę nie był materialistą. Odwetu nie szukał, wystarczyło mu, że na czas zawrócił z drogi i nie zawarł jednak małżeństwa z Marie. Znowu był bezpieczny, znowu wolny i jeszcze odzyskał tego, którego naprawdę kochał. To wystarczyło, żeby Jan był w stanie puścić całą sprawę w niepamięć. 

Jeszcze tego samego dnia zostało wycofane przeciw Georgowi skarga o naruszenie dóbr osobistych, a w raz nią wszystkie roszczenia finansowe. Liam był naprawdę wściekły na siebie – wyszedł na kompletnego idiotę. Posądzanie człowieka, który ma córkę w połowie o żydowskich korzeniach o antysemityzm, raczej o rozsądku jego nie świadczyło. Ego bardzo zabolało. Przestrzelił. Tylko skąd on miał to wiedzieć? Przecież ani matka, ani córka na czole swoich korzeni nie mają wypisanych.  W dodatku oskarżenie poszło w świat — mleko się wylało. I tej plamy już tak łatwo się nie wytrze.  Lisa miała swoje pięć minut satysfakcji, kiedy Mirjam oświadczyła, że jej wyznaniem jest judaizm, a jej przodkowie to Żydzi. Chciałaby ukoronować twarz Liama ​​na zdjęciu, kiedy Mirjam pokazała mu rodzinne zdjęcie z Chanuki — na tym zdjęciu Georg miał jarmułkę na głowie. Nie trwało to jednak za długo – do momentu, jak musiała przejść do niechlubnej roli Marie w tej aferze. A Liam Achenbach to nie był człowiek, przed którym Lisa chciałaby zdradzać jakiekolwiek swoje sekrety, czy też swojej rodziny, szczególnie te brudne.  

Po południu w trójkę tj.: Lisa jako adwokat Georga, Liam jako pełnomocnik Jana i jego rodziny oraz Mirjam wydali wspólne oświadczenie. Achenbach w imieniu Jana oświadczył, że zdarzenie miało całkowicie prywatne podłoże – honorowe, poszło, jak to zwykle między mężczyznami, o kobietę. Wtedy Mirjam stanęła do obiektywu jako ta przyczyna konfliktu. Po czym sama zaświadczyła, że jej były mąż żadnym antysemitą nie jest i ze względu na uczucia ich córki prosi o nierozpowszechnianie dalej tych oszczerstw. Skończyło się więc, na tym, że wilk syty i owca cała. Mirjam ostatecznie wyjechała z Leą i Janem, więc nikt tej wersji wydarzenia nie poddawał pod wątpliwość. Mirjam nie żałowała swojej decyzji. Jan nie tylko pomógł uporać się jej z samą sobą, ale przede wszystkim wyciągnął Leę z traumy. To wystarczyło, żeby była mu wdzięczna do końca życia.

Florians Verteidiger

Florian trifft sich zum zweiten Mal seit seiner Verhaftung mit Achenbach. Er verstand, dass damals es ein Zufall war.  Der Anwalt war im Dienst und wurde gerufen. Es fiel einfach auf ihn. Er war bei ihm, als er der Polizei und dem Staatsanwalt Erklärungen gab. Er hatte Zeit, sich mit dem vertraut zu machen, was Ritter ausgesagt hatte. Diesmal kam der Anwalt jedoch freiwillig hierher. Er wusste, was er tat. Also war Florian neugierig …

„Warum willst du mich eigentlich verteidigen? Ich bin weder dein Bruder noch dein Freund.“

„Lass es mich so sagen: Wenn mir so etwas passiert wäre, würde ich sagen: „Liam, du hast es verdient. Die Rechnungen sind gekommen.“ Aber du? … Es ist wie dieses böswillige Kichern des Schicksals.“

„Also es ist Erbarmen mit dem Narren.“

 „Vielmehr Widerspruch gegen die rachsüchtige Nemesis1.“

„Ich verstehe immer noch nicht, wozu du das brauchst? Mein Fall wird dich keinen Stolz und keinen Ruf einbringen. Geld auch nicht. Es ist ein hoffnungsloser Fall.“

„Ich habe im Prinzip nur mit verlorenen Rechtssachen zu tun.“

„So ein Hobby?“

„Eher eine Frage der Erziehung. Gedrückt. Mein Vater ist Muslim – ein Neuling. Für ihn ist Ehre alles.“

„Nun, du bist auf Erfolg programmiert“, erwiderte Florian unwillkürlich sarkastisch.

„Vielleicht nicht für den Erfolg, sondern für den Ruhm und die Herrlichkeit!  Entspann dich, ich habe deinen Fall nicht genommen, um es zu vermasseln.“

Florian zuckt die Achseln. Sie dreht den Kopf und schaut aus dem Fenster.

„Ich habe bereits alles verloren, ob du meinen Fall gewinnst oder nicht. Meine Frau, meine Tochter, mein Vater – keiner will mich sehen. Sogar mein Bruder verachtet mich. Für sie alle bin ich derjenige, der gerade seine Ehre verloren hat. Für immer.“

 „Die Familie ist das härteste Gericht. Sie hören und sehen nur die Worte der Anklage und stehen unter Schock. Es bedarf Zeit, bis deine Lieben verstehen, dass unter den schlimmsten Worten manchmal großes nichts herrscht. Gib ihnen Zeit … Und dein Bruder hatte seine eigene Vorstellung von dir. Wahrscheinlich viel besser, als er von sich selbst hatte. Und jetzt ist dieses Bild zusammengebrochen. Jedenfalls hat er seine eigenen Probleme.“

„Apropos, Georg – warum ist er hier eingelocht?“

„Hat er nicht geprahlt?“

„Weißt du oder nicht?“

„Ich bin hier, um dich zu verteidigen. Ich würde keinen Finger krumm machen wegen deines Bruders.“

„Weil sein Fall nicht verloren ist?“, fragte Florian wieder mit leichtem Spott

„Nein. Weil er niemals ein Gewinn sein sollte!“, erwiderte Liam, ernst und deutlich.  „Und ich würde dir raten, nach einem neuen Nachnamen zu suchen.“

Florian starrt Liam überrascht. Der Anwalt unterbricht das Thema.

„Die Zeit wird knapp.“

„Ein Plan?“

„Man muss versuchen, Ritter dazu zu überreden, ihre Zeugenaussage freiwillig zurückzuziehen.“

„Warum sollte sie das tun?“

„Das Leben einer Prostituierten wird von einer strengen Triade beherrscht: Gewalt, Angst und Alkohol. Oft auch Drogen. Und solange es ihr regiert, kann man natürlich nicht auf ihren guten Willen rechnen.“

„Also, meine Sache ist so gut wie gelaufen.“

„Nicht unbedingt. Es gibt Organisationen, die sich damit befassen, Frauen aus der Prostitution herauszuholen, und wenn Ritter geschützt wird, besteht die Chance, dass sie ihre Meinung ändert.“

„Sorry, aber irgendwie überzeugt es mich nicht. Wie auch immer, ist es überhaupt möglich, aus der Prostitution herauszukommen?“

„Das ist eine Frage für Philosophen. Was kümmert uns das?“, erwiderte Liam achselzuckend. „Weder ich noch du willst einen von ihnen heiraten.“

„Also dann?“

„Der Punkt ist, dass es manchmal ausreicht, einem Mann die Angst zu nehmen, um ihn ehrlich zu halten.“

„Glaubst du das?“

„Wie sonst wäre ich Anwalt? Trotzdem muss man damit rechnen, dass so viele Jahre in diesem Geschäft bereits allen Anstand von Ritter ausgewaschen hatten.“

„Das werde ich glauben, nachdem sie mit meiner Mila tun wollte. Und offen gesagt, sehe ich keinen Grund, warum sie ihre Aussage zurückziehen sollte.“

„Weil du sie nicht kennst. Huren sind vollständig von anderen abhängig. Sie tun immer das, was andere ihnen sagen. Und Ritter tut das, was Lisa ihr jetzt sagt.“

 „Lisa?”

„Diese Ritter ist anscheinend ihr alter Kumpelin.“

„Nach dem, was ich von meiner Tochter gelernt habe, sieht es so aus, seit Lisas Studium-Zeit.“ Florian hielt einen Moment lang inne, schnappt nach Luft und fügt dann mit zusammengebissenen Zähnen hinzu: „Ich würde lieber nicht darüber nachdenken, wie sie sich kennengelernt haben.“

„Hier gibt es nichts, worüber man nachdenken muss. Es tut mir leid, wenn ich alte Gefühle verletzt habe.“

„Nicht mehr. Lange nicht mehr. Karin ist die einzige Frau in meinem Leben.“

„Du hast das Ideal erreicht. Glückwünsch!“

„Ja, das Ideal hat sich gerade selbst gelöscht.“

„Lisas Interesse scheint fast persönlich zu sein. Hat sie einen Grund, sich an dir zu rächen?“

„Vielleicht, weil ich ihr vor 20 Jahren nicht nach München gefolgt bin. Und durch eine Wendung des Schicksals bin ich mit der richtigen Frau zusammen. Außerdem sehe ich keinen anderen Grund.“

Liam dachte einen Moment lang nach: „Frauen verzeihen viele kleinere Dinge nicht …“, brach er schließlich das Schweigen.

„Du bist nur ein Ersatz. Es geht nicht um dich.“

„Worum geht es dann?”

„Vielleicht versucht Lisa, die nicht in der Lage ist, denjenigen zu bestrafen, was ihr Schaden zugefügt hat, ihren Schaden mit dir auszugleichen.“

„Was würde ihr das gaben?“

„Zum Beispiel würde sie aufhören, selbst ein Opfer zu sein. Und es ist nicht wenig.“

„Du meinst, dass Lisa und Mila …“, beugt Florian den Mund.

„Es ist nur eine Hypothese. Aber wenn es wahr ist, muss ihr jemand klarmachen, dass sie, indem sie mit einer alter Kumpelin zusammenhält, eigentlich gegen deine Tochter und folglich gegen sich selbst handelt.“

„Lisa ist sehr stur. Sie hört nicht einmal auf die, die ihr wichtig sind. Also, wenn du glaubst … Vielleicht hast du Gründe, dies zu glauben. Lisa und du … Entschuldigung!  Du kannst das ignorieren, es geht mich nichts an.“

Liam bricht mit einem unerwartet aufrichtigen Lachen aus.

„Es gibt nichts wie Lisa und mich. Es war noch nie und wird es auch nie sein. Frauen wie sie sind wie dieses Blatt im Kalender, wenn sich das Datum ändert.“

„Vielleicht hast du recht.“

„Aber das ist nicht deine Sorge. Ich bin dein Verteidiger und ich muss versuchen, mit allen in deinem Interesse zu kommunizieren. Auch, wenn ich privat lieber nichts mit dieser Person zu tun hätte.“

 „Was ist, wenn Lisa ihre Meinung nicht ändert?“

„Dann muss man nach den Regeln spielen, die nur Ritter kennt.“

„Erpressung?“

„Wir müssen eine andere Anschuldigung gegen Ritter haben. Was sie deine Tochter angetan hat, hatte alle Merkmale Straftatbestand. Deine Tochter muss also bereit sein, auszusagen.“

 „Das ist keine Option! Niemals!“, rief Florian und stand abrupt vom Tisch auf. „Ich kann Mila nicht aufs Spiel setzen.“

„Es ist im Interesse deiner Tochter“, sagte Liam in dem ruhigen Ton.

 „Offenbar hast du keine Kinder, weil du nicht weißt, wovon du redest!“

„Wenn ein Kind krank ist, muss es manchmal eine lange, schmerzhafte Therapie durchlaufen, um wieder gesund zu sein.  Und deine Tochter ist krank.“

  Florian schüttelt den Kopf.

„Andernfalls wird deine Tochter immer ein Opfer sein. Sie wird immer Probleme mit sich selbst haben. Und sie wird immer in der kranken Art an ihren Vater denken. Ist es das, was du willst?“

 „Es muss einen dritten Weg geben.“

„Bruder, der dritte Weg immer gibt es, aber nicht für einen Mann. Du muss dich endlich entscheiden, ob du frei sein oder hinter Gittern gehen willst. Du hättest über den Schutzschirm für deine Tochter nachdenken solltest, bevor du sie nach München geschickt und sie in der WG leben lassen. Deine Tochter muss die Anzeige erstattet über versuchte Vergewaltigungen einreichen.“

„Mila will einfach alles vergessen. Karin meint, wir sollten ihre Wünsch respektieren.“

„Und du hast keine eigene Meinung, denkt deine Frau für dich.“

 „Karin hat recht, Mila hat genug durchgemacht.“

Florian dreht sich zum Fenster und steht nachdenklich da. Liam sieht ihn einen langen Moment an und fragt sich, was mit ihm los ist.

„Dieser Bastard ist auch in den Untergrund gefallen. Und Ritter weiß genau, wer es ist“, sagte Florian.

„Du hast fast auf sein Niveau geschliffen, als du versucht hast, es aus ihr herauszuholen und die Rechnung für deine Tochter mit ihr zu begleichen. Vielleicht überlässt du das lieber der Polizei. Es sei denn, du möchtest den Spiegel für den Rest deines Lebens meiden, weil du den Kerl, den du darin siehst, nicht ausstehen könnest.“

Florian dreht sich zu ihm um.

„Du als Anwalt erlaubst keinen anderen Weg als das Gericht?“ 

„Wenn man sich für die richtige Straßenseite entschiedet hat, muss man sich daranhalten.“

„Wenn du mich wärest, würdest du wahrscheinlich nach einem Paragrafen für Ritter suchen, hab ich recht?“

„Nein“, erwiderte Liam ruhig und emotionslos, aber mit einem Druck. „Ich würde sie direkt in die Hölle schicken.  Und dort führt der kürzeste Weg durch den dschihadistischen Sklavenmarkt. Sie würde jeden Tag bereuen, dass sie geboren wurde.“

Florian verspürte bei dieser kalten und teilnahmslosen Liams Worten einen unwillkürlichen unangenehmen Nervenkitzel. Er hasste Magdalena Ritter, es war eine unbestrittene Tatsache, aber selbst er wäre wahrscheinlich nicht so weit gegangen. Dass Gewalt für Achenbach kein Unbekannter ist, wusste er schon nach dem ersten Treffen am Eingang von Marshal. Aber er zog es vor, sich zu vergewissern, dass der Anwalt ihn verstand, bevor er weiter mit ihm ging. Nach den letzten Worten des Anwalts begann er zu glauben, dass dieser ihn aus den Senkgruben herausholen würde, in die er gefallen war.

 „Ich glaube nicht, dass das etwas mit dem Gesetz zu tun hat.“

„Rache ist immer Gesetzlosigkeit. Selbst wenn derjenige, der sie begeht, keine Rechtsstaatlichkeit verletzt. Sogar in der Majestät des Gesetzes. Aber das kennt ihr Leitners gut.“

Liam bereitet sich endlich darauf vorzugehen. Er drückt die Glocke.

 „Ich werde sehen, was getan werden kann, um dich hier rauszuholen.“

1. Nemesis – in der griechischen Mythologie die Göttin der Rache, der Gerechtigkeit und des Schicksals; als Frau ohne Schuld und Scham bezeichnet. Sie schickte Glück oder Unglück über die Menschen, verfolgte Verbrecher und entschied über das Schicksal. Zu den Attributen von Nemesis gehören ein Apfelzweig, eine Krone, die von einem Hirsch gekrönt wird, ein Rad und eine Peitsche. 

Obrońca Floriana

Po raz drugi od zatrzymania Florian spotkał się z Achenbachem. Wtedy, rozumiał, że na tego akuratnie padło. Był przy jego zeznaniach przed policją i prokuratorem. Miał czas, żeby zaznajomić się z tym, co zeznała Ritter. Teraz jednak adwokat był tu z własnej woli. Wiedział, czego się podejmuje. Florian był więc ciekaw …

– Właściwie to, dlaczego chcesz mnie bronić? Ani ja twój brat, ani przyjaciel.

– Ujmę to tak, gdyby mnie się coś podobnego przydarzyło, to uznałbym: Liam, doigrałeś się. Przyszły rachunki. Ale ty?… To jest jak ten złośliwy chichot losu.

 – A więc litość nad głupcem.

 – Raczej sprzeciw wobec mściwej Nemezis1.

– Dalej nie rozumiem, po co ci to?  Moja sprawa ani ci chluby nie przyniesie, ani reputacji nie przysporzy. Kasy też nie. To przegrana sprawa.

– Ja zajmuję się co do zasady tylko przegranymi sprawami.

– Takie hobby?

– Kwestia Kinderstube. Wprasowane. Mój ojciec jest muzułmaninem… neofitą. Dla niego honor to wszystko.

– No, to jesteś zaprogramowany na sukces. – odparł mimowolnie Florian z sarkazmem.

– Może nie na sukces. Za to na chwałę. Spokojnie, nie wziąłem twojej sprawy, żeby ją położyć.

 Florian wzruszył ramionami i obrócił głowę w kierunku okna.

 – Ja i tak już wszystko przegrałem bez względu, czy wygrasz moją sprawę, czy nie. Moja żona, moja córka, mój ojciec – żadne więcej nie zechce mnie na oczy widzieć. Nawet mój brat gardzi mną. Dla nich wszystkich jestem tym, kto właśnie stracił honor. Na zawsze.

 – Rodzina to najsurowszy sąd. Oni słyszą i widzą tylko słowa oskarżenia. Są w szoku. Potrzebują czasu, żeby zrozumieć, że pod najgorszymi słowami czasem kryje się wielkie nic. Daj im czas…  A twój brat… on miał swoje wyobrażenie o tobie.  Pewnie dużo lepsze niż o sobie samym. I teraz mu to runęło. Zresztą, on ma swoje własne problemy…

– Właśnie, Georg! Za co on tu trafił?

– A co, nie pochwalił się?

– Wiesz, czy nie wiesz?

– Ja tu jestem dla obrony ciebie, w sprawie twojego brata nie kiwnąłbym palcem.

 – Bo nie jest przegrana? – rzucił Florian z lekką drwiną.

 – Nie. Bo nie powinna być wygrana!  – oparł mu Liam poważnie, dobitnie. – I radziłbym zacząć szukać sobie nowego nazwiska.

Florian spojrzał ze zdumieniem na adwokata, ten uciął rzecz.

– Czas ucieka.

– Jakiś plan?

– Trzeba Ritter spróbować przekonać do wycofania oskarżenia z własnej woli.

– Dlaczego miałaby to zrobić?

– Życiem prostytutki rządzi ścisła triada: przemoc, strach oraz prochy i alkohol. A póki nią to rządzi, to oczywiście na dobrą wolę nie ma co liczyć.

– To pozamiatane.

– Niekoniecznie. Są takie organizacje, które zajmują się wyciąganiem kobiet z prostytucji i gdyby Ritter została objęta ich ochroną, to jest szansa, że zmieni zdanie.

– Sorry, ale jakoś to mnie nie przekonuje. Zresztą, czy z prostytucji w ogóle można wyjść?

– To pytanie to do filozofów. Co to nas obchodzi? Ani ja, ani ty z żadną z nich żenić się nie ma zamiaru.

– Więc?

– Chodzi o to, że wystarczy czasem zdjąć z człowieka strach, żeby ten zachował się uczciwe.

– Wierzysz w to?

– Jak inaczej byłbym adwokatem? Niemniej, trzeba się liczyć z tym, że tyle lat w tym procederze wyprało z niej już wszystko, co przyzwoite.

– W to akurat wierzę, po tym, co chciała zrobić z moją Milą. I szczerze mówiąc, nie widzę jednego powodu, dla którego ona miałaby wycofać oskarżenie.

– Bo ich nie znasz. Dziwki są zupełnie zależne od innych. Zawsze robią, to co inni im każą. A Ritter robi to, co podpowiada jej teraz Lisa.

 – Lisa?

– Ta Ritter to najwyraźniej jej stara kumpela.

–  Z tego, co dowiedziałem się od mojej córki, to wygląda, że jeszcze z okresu studiów Lisy.  –  Florian urwał na moment, sapnął ciężko, po czym przez zaciśnięte zęby wycedził – Wolę nie myśleć jak one się poznały.

– Tu nie ma nad czym rozmyślać. Przykro mi, jeśli ranię stare sentymenty.

– Już nie. Dawno nie. Karin to jedyna kobieta w moim życiu.

– Gratuluję! Osiągnąłeś ideał w życiu.

– Ideał, który właśnie sięgnął bruku.

– Zaangażowanie Lisy wydaje się niemalże osobiste. Ma ona jakieś powody, żeby chcieć wyrównać z tobą rachunki?

 – Chyba tylko z powodu tego, że nie poleciałem za nią 20 lat temu do Monachium. I zrządzeniem losu jestem z tą właściwą kobietą. 

Achenbach zamyślił się chwilę: „Kobiety mniej nie wybaczają …,” – w końcu przerwał milczenie:

– Znaczy, że Lisa mści się na tobie w zastępstwie. To nie o ciebie tu chodzi.

–  A o co, o kogo?

– Być może Lisa nie mogąc ukarać tego, co jej wyrządził krzywdę, próbuje wyrównać swoje krzywdy przy pomocy ciebie.

–  I co by jej to dało?

–  Choćby to, że sama przestałaby być ofiarą. A to wcale nie jest mało.

– Znaczy, że Lisa tak jak i Mila… – Florian wykrzywił usta.

– To tylko hipoteza. Jeśli jednak prawdziwa, to ktoś musi jej uświadomić, że trzymając ze starą kumpelą, tak naprawdę występuje przeciwko twojej córce, a w konsekwencji przeciwko sobie samej. 

– Lisa jest bardzo uparta, nie słucha nawet tych, na których jej zależy. Więc jeśli sądzisz… Zresztą może i masz powody tak sądzić. Ty i Lisa… Sorry, możesz to zbyć milczeniem, nie moja sprawa.

Liam wybuchnął niespodziewanie otwartym śmiechem.

 – Nie ma nic takiego jak: ja i Lisa! Nigdy nie było i nie będzie. Takie jak ona są jak ta kartka w kalendarzu, gdy zmieni się data.

– Może i masz rację.

– To jednak nie twoje zmartwienie. Jestem twoim obrońcą i muszę próbować porozumieć się z każdym. Nawet jeśli prywatnie jest mi z tą osobą nie po drodze.

 – Co będzie, jak Lisa nie zmieni zdania?

– Wtedy trzeba zagrać według reguł, które Ritter są jedynie znane.

– Szantaż?

– Musimy mieć przeciw niej w pogotowiu inny akt oskarżenia.  To, co zrobiła z twoją córką zawiera wszystkie znamiona przestępstwa. Twoja córka musi być gotowa zeznawać.

 – To nie wchodzi w grę! Nigdy! – krzyknął Florian i wstał gwałtownie od stołu. – Ja nie mogę narażać na to Mili!

 – To jest w interesie twojej córki. – odparł Liam spokojnym tonem.

 – Widocznie nie masz dzieci, bo nie wiesz, o czym mówisz!

– Gdy dziecko jest chore, to czasem musimy je przeprowadzić przez długą, pełną cierpienia terapię, właśnie po to, żeby było zdrowe. W konsekwencji – uwolnić je od cierpienia.  A twoja córka jest chora.

Florian tylko zaprzeczył głową.

– W przeciwnym razie twoja córka już zawsze będzie ofiarą. Zawsze już będzie zmagała się z problemami ze sobą. I zawsze już będzie myślała o swoim ojcu w chory sposób. Tego chcesz?

– Musi być jakaś trzecia droga.    

 – Bracie, trzecia droga istnieje zawsze, ale nie dla mężczyzny. Musisz wreszcie zdecydować, czy chcesz być wolny, czy iść za kraty. O parasolu ochronnym dla córki to powinieneś był myśleć, zanim ją wysłałeś do Monachium i pozwoliłeś jej zamieszkać w WG. Twoja córka powinna wreszcie złożyć doniesienie o próbie gwałtu.

– Mila chce po prostu o wszystkim zapomnieć. Karin uważa, że powinniśmy uszanować jej wolę.

– A ty własnego zdania nie masz, za ciebie myśli twoja żona?  

– Karin ma rację, Mila już wystarczająco przeszła.

Florian odwrócił się do okna i stał tam w zamyśleniu.

 – Ten gnój też zapadł się pod ziemię. Ritter doskonale wie, kim on jest, tylko milczy.

–  Już doszlifowałeś prawie do jego poziomem, próbując to od niej wyciągnąć i wyrównać z nią rachunki.   Może więc zostaw to lepiej policji. Chyba że chcesz unikać lustra do końca życia, bo nie będziesz w stanie znieść faceta, którego w nim widzisz.

Florian w końcu odwrócił się od okna. Przez moment patrzył na Achenbacha, po czym powiedział niespodziewanie:

– Ty, jako prawnik, nie dopuszczasz innej drogi jak sądowa?

– Jak się raz wybrało prawą stronę jazdy, to wypada się już jej trzymać.

–  Na moim miejscu zapewne poszukałbyś na Ritter jakiegoś paragrafu, mam rację?

–  Nie. – odparł Liam spokojnie i bez emocji, za to z przyciskiem. –  Posłałbym ją prosto do piekła. A tam najkrótsza droga wiedzie przez targ niewolnic dla dżihadystów. Żałowałaby każdego dnia, że się urodziła.

Florian na te zimne i beznamiętne słowa Achenbacha poczuł mimowolnie nieprzyjemny dreszcz emocji. Nienawidził Ritter to fakt bezsporny, ale nawet on chyba by się aż do tego nie posunął. To, że Achenbachowi siła nie jest obca wiedział już po pierwszym spotkaniu przy wejściu do lokalu Marschal`a w zeszłym roku. Wolał się jednak upewnić, że ten go rozumie, zanim pójdzie z nim dalej, jako swoim obrońcą. Po ostatnich słowach adwokata zaczynał wierzyć, że ten go z szamba, w które wpadł, wyciągnie.

– Z prawem to raczej nie miałoby nic wspólnego.

– Zemsta zawsze jest bezprawiem. Także wtedy, gdy ten, kto się jej dopuszcza żadnej normy prawa nie narusza. Nawet w majestacie prawa. No, ale wy Leitnerowie wiecie to dobrze.

Liam w końcu zaczął zbierać się do wyjścia.  Przycisnął dzwonek u drzwi. Zanim strażnik je otworzył, powiedział jeszcze do Floriana na odchodne – Zobaczę, co można zrobić, byś stąd wyszedł.


1Nemezis – w mitologii greckiej bogini zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia; nazywaną kobietą bez winy i wstydu. Zsyłała na ludzi szczęście lub niepowodzenie, ścigała przestępców i decydowała o losie. Atrybuty Nemezis to: gałąź jabłoni, korona zwieńczona jeleniami, koło, bicz. 

Patt

 Vom Nebelhorn fällt eine Lawine auf Georg: eine Anklage wegen Körperverletzung und Beleidigung aufgrund rassistischer Motivation und Schmerzensgeldprozess. Zudem war noch unklar, welche Anklage, der Staatsanwalt gegen ihn erheben würde. Achenbach legte der Familie nicht nur die finanziellen Forderungen, sondern auch die Forderung nach öffentlichen Entschuldigungen vor. In Anbetracht dessen, worum es in der Entschuldigung ging – um einen rassistischen Angriff – war dies von Anfang an inakzeptabel. Eine solche Entschuldigung wäre ein Eingeständnis von Schuld. Sebastian musste, ob er wollte oder nicht, nach einer Lösung suchen, denn das Gespenst einer Schande hing über der Familie, die nicht gelöscht werden konnte. Also bat er Lisa, ihm bei der Lösung dieses gordischen Knotens zu helfen. Die Verhaftung von Georg führte dazu, dass sich die Wege von Lisa und Liam im Leitnerhof erneut kreuzten. Wieder einmal wurden sie beiden auf gegenüberliegenden Seiten der Barrikade platziert. Lisa verbarg ihre Verachtung nicht. Sie fragte Achenbach, wie viel ihm die Familie Edelstein für den Ruin die Leitners versprochen habe. Er antwortete kalt, dass er den Fall sogar kostenlos annehmen konnte.

„Willst du dich zur Wahl stellen?“, fragte Lisa.

„Wie bitte?“, erwiderte Liam völlig überrascht.

„Ich habe die Rede gehört. J.F. Kennedy selbst würde sich dafür nicht schämen.“

„Danke“, erwiderte Liam, der spürt den Spott von Lisa noch nicht.

„Ich versuche, ein Wort zu finden, das es adäquat zusammenfassen könnte… Aber wegen persönlicher Einschübe ist es wahrscheinlich… Mythomanie?“

Lisa kann sich einen Kommentar zu Achenbachs Übernahme von Florians Verteidigung nicht verkneifen.

„Ich habe gehört, dass du Florian Leitner verteidigen werdest.“

„Und wenn ja, was dann?“

„Irgendwie bin ich nicht überrascht.“

„Du hattest deine Hand in diesem Spiel?“

„Ich weiß nicht, wovon du redest“.

„Du lügst schlecht. Und das ist wahrscheinlich dein einziger Vorteil … ja, außer vielleicht einem schnellen Schritt zur Pointe. Ohne unnötige Spannung.“

Lisa schüttelt ungläubig den Kopf. „Dass dieser besondere Fatzke mir dann in die Quere kommen musste!“, ging sie durch ihren Kopf.

„Du hast Ritter dazu gebracht hat, Anzeige zu erstatten.“

„Ich muss mich vor dir nicht rechtfertigen.“

„Stimmt! Zumal es keine Frage, sondern eine Aussage war.“

„Denkst du, was du willst. Wenn man bedenkt, wie mies Anwalt du bist, kann ich gemütlich schlafen, da ich genau weiß, welches Urteil gefällt wird.“

„Dein Traum wird sich nie erfüllen.“

„Woher weißt du, wovon ich träume?“

„Ich versuche nicht einmal zu raten. Deine perversen Träume interessieren mich nicht.“

„Wenn dieser Prozess abgeschlossen ist, kannst du deine Anwaltstätigkeit an den Nagel hängen und deine Anwaltsrobe auf dem Flohmarkt verkaufen.“

„Wir sehen.“ 

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 21950.ee00a4fc.668x375o.2ad67627ef45@2x.jpeg

Als Lisa nach dem Treffen mit Sebastian geht, trifft sie Mirjam in dem Flur.

„Hallo, Mirjam!“

„Hallo, Lisa!“

„Wie fühlst du dich?“

„Wie soll ich mich fühlen? Ich habe mich die ganze Nacht gefragt, wie ich so viele Jahre mit einem Verrückten verbringen konnte.“

 „Marie hat seit gestern kein Wort gesagt.“

„Versteh mich nicht falsch, Lisa, wenn ich dieses Bild gestern gesehen habe, hat sie mir wirklich leidgetan. Jan wollte Marie benutzen. Das lässt sich nicht leugnen. Aber wir wissen beide, dass Marie hier nicht unschuldig ist. Sie hat auch betrogen. Das hätte nicht passieren müssen. Und meine Tochter müsste jetzt nicht den Preis dafür zahlen.“

„Wie geht es Lea?“

Als Antwort entfaltet Mirjam nur das nass Betttuch, dass sie in ihrer Hand hat.

„Oh, Gott!“

„In den Zeitungen steht, dass ihr Vater Juden hasst. Sie ist fast neun Jahre alt. Es ist nur eine Frage der Zeit, bis sie anfängt, Fragen zu stellen. Und was soll ich ihr dann antworten?  Ich kann sie nicht einmal weit von hier wegbringen.  Du hast dein Bestes dazu getan, dass ich jetzt hilflos bin“, sagte Mirjam bitter.

 „Es tut mir wirklich leid.“

„Das ist nicht genug, Lisa. Diese Rassismusvorwürfe gegen Georg  müssen fallen gelassen werden.“

„Georg steht vor einem Strafprozess. Soeben war der Anwalt der Familie Edelstein hier, sodass auch er eine Zivilklage auf Schmerzensgeld anstrengen wird. Jan wird vor Gericht aussagen müssen. Und was wird er unter Eid lügen? Dieser Prozess ist ganz und gar nicht zu seinen Gunsten.“

„Du verstehst gar nichts, Lisa. Die Wahrheit zu sagen bedeutet für Jan, dass er für seinen Vater, für seine gesamte Großfamilie tot sein wird. Er wird vor seinen Kollegen, Freunden und Patienten an Glaubwürdigkeit verlieren, weil er sie jahrelang betrogen hat. Jan wird coming out nicht riskieren. Er hat zu viel zu verlieren. Und Georg wird Marie niemals benutzen, um sich zu verteidigen.“

„Marie wird selbst nicht schweigen.“

„Marie wagte es nicht, Georg die Wahrheit zu sagen. Nun, das kann ich noch verstehen. Aber mich!“, rief Mirjam, und ihre Stimme wurde zitternd. „Marie weiß perfekt, dass mir in meinem ganzen Leben noch nie jemand so nahe gestanden hat wie sie. Ich sagte ihr, wenn ich eine Schwester hätte, würde ich wollen, dass sie so wird wie sie, und sie hat mich trotzdem betrogen.“

„Verzeihe mir, Mirjam, aber ich kenne meine Schwester besser. Marie wird nichts tun, Georgs Leben zu ruinieren.“

„Ja, aber sie wird auch nichts tun, um sein Leben zu retten. Als Jans Ex-Verlobte wird sie überhaupt nicht aussagen müssen. Das weißt du als Anwältin. Marie wird ihre Hände in Unschuld waschen.“

„Man kann sicherlich etwas tun!“, rief Lisa, die ihre Waffen nicht niederlegen wollte, bevor die Schlacht begann. „Vielleicht könnten wir es versuchen, mit seinem …, mit diesem jungen Psychiater zu sprechen.“

 „Ich bezweifle, dass es sinnvoll ist. Jan wird niemals öffentlich zugeben, dass er schwul ist.“

 „Aber wir können es mindestens versuchen!“


Pat.

Na Georga spada lawina z Nebelhorn. Skarga o naruszenie dóbr osobistych – obraza godności na tle rasistowskim oraz oskarżenie o pobicie. W dodatku ciągle nie było wiadomo jakie oskarżenie karne ostatecznie postawi mu prokurator — w najlepszym razie o pobicie, w najgorszym — o usiłowanie zabójstwa. Achenbach nie tylko przedłożył rodzinie żądania finansowe, ale też żądanie publicznych przeprosin, co ze względu na to, czego one miały dotyczyć, tj. aktu agresji na tle rasistowskim – były od początku, nie do akceptacji. Takie przeprosiny byłyby wyrazem przyznania się do winy.  Sebastian chciał czy nie chciał, musiał szukać rozwiązania, bo nad rodziną zawisło widmo hańby, której nic nie zdołałoby zmazać. Nigdy. Poprosił więc Lisę o pomoc w rozwiązaniu tego węzła gordyjskiego. Zatrzymanie Georga poskutkowało tym, że w Leitnerhof ponownie skrzyżowały się drogi Lisy i Liama. Po raz kolejny postawieni byli po przeciwnych stronach barykady. Lisa nie kryła pogardy. Wprost zapytała Achenbacha, ile obiecała mu rodzina Edelstein za zrujnowanie Leitnerów. Ten zimno odparł jej, że tę sprawę wziąłby nawet za darmo.

– Masz zamiar kandydować?

– Przepraszam, że co takiego? – Liam nie rozumiał.

– Słyszałam wystąpienie. Sam J.F. Kennedy by się go nie powstydził.

– Dziękuję.  – Liam jeszcze nie wyczuwa kpiny u Lisy.

– Próbuję znaleźć słowo, które mogłoby je adekwatnie podsumować … Ale z uwagi na osobiste wstawki, to chyba … mitomania?

Lisa nie mogła sobie też odmówić komentarza odnośnie do wzięcia przez Achenbacha obrony Floriana.

– Doszły mnie słuchy, że masz zamiar bronić Floriana Leitnera.

– A jeśli tak, to co?

– Jakoś nie jestem zaskoczona.

– Maczałaś w tym palce, co?

– Nie wiem, o czym mówisz.

– Słabo kłamiesz. I to chyba jedyna twoja zaleta … No może poza jeszcze szybkim przechodzeniem do puenty bez zbędnego suspensu.

Lisa kręci z niedowierzaniem głową. „Że też musiał się mi wtedy napatoczyć akurat ten bufon!” – przelatuje jej przez głowę.

– To ty namówiłaś Ritter na wniesienie oskarżenia.

– Nie muszę się ci tłumaczyć.

– Fakt. Zwłaszcza że to nie było pytanie, tylko stwierdzenie.

– Myśl sobie, co chcesz. Biorąc pod uwagę, jak kiepskim jesteś adwokatem, mogę być o wyrok spokojna.

– Twój sen się nigdy nie spełni.

– Skąd ty możesz wiedzieć, o czym ja śnię?

– Nawet nie próbuję zgadnąć. Twoje perwersyjne sny mnie nie interesują.

– Po tej sprawie będziesz sobie mógł swoją praktykę na kołku zawiesić, a togę adwokacką na pchlim targu sprzedać.

– Zobaczymy.  

Wychodząc po spotkaniu z Sebastianem Lisa natyka się na Mirjam.

– Hello, Mirjam!

– Hallo, Lisa.

–  Jak się czujesz?

– A jak mam się czuć? Całą noc zastanawiałam się, jak mogłam tyle lat spędzić z szaleńcem.

 – Marie od wczoraj nie powiedziała słowa.

– Nie zrozum mnie źle, Lisa, kiedy zobaczyłam wczoraj to zdjęcie, naprawdę jej współczułam. Jan chciał ją wykorzystać. Tego nie da się zaprzeczyć. Jednak obie wiemy, że Marie nie jest tu bez winy. Ona też oszukiwała.  To wszystko nie się musiało wydarzyć. A moja córka nie musiałaby za to teraz płacić ceny.

– Właśnie jak Lea?

Mirjam w odpowiedzi rozwija trzymane w ręku zlane prześcieradło.

 – O Boże.

 – W gazetach piszą, że jej ojciec nienawidzi Żydów. Ona ma prawie dziewięć lat. To tylko kwestia czasu, jak zacznie zadawać pytania. I co ja mam jej wtedy odpowiedzieć?  Nawet nie mogę jej wywieźć daleko stąd. Postarałaś się o to dobrze.  – powiedziała Mirjam z goryczą w głosie.

 – Naprawdę mi przykro.

 – To nie wystarczy, Lisa. Te oskarżenia o rasizm muszą zostać wycofane.

– Georga czeka proces karny. Przed chwilą był tutaj adwokat rodziny Edelstein, a więc będzie miał też proces cywilny o odszkodowanie. Jan będzie musiał zeznawać przed sądem. I co będzie kłamał pod przysięgą?  Ten proces wcale nie jest mu na rękę.

– Ty naprawdę nic nie rozumiesz, Lisa. Powiedzenie prawdy oznacza dla Jana, że stanie się martwy dla swojego ojca, dla wszystkich swoich krewnych.  Straci twarz przed kolegami w pracy, przyjaciółmi, utraci zaufanie u swoich pacjentów, bo ich też oszukiwał całymi latami. Jan nie zaryzykuje coming outu. Ma za dużo do stracenia. A i Georg nigdy nie będzie się bronił przy pomocy Marie.

– Marie sama nie będzie milczeć.

– Marie nie miała odwagi powiedzieć prawdy Georgowi.  No, to jeszcze rozumiem. Ale mnie?! – zawołała Mirjam, a głos jej stał się drżący. –  Marie dobrze wie, że nikt nigdy w całym moim życiu nie był mi tak bliski, jak ona. Powiedziała jej, że gdybym mogła mieć siostrę, to chciałbym, żeby była jako ona a ona i tak, mnie oszukała.

– Rozumiem twój zawód, Mirjam, ale wybacz, ja jednak lepiej znam moją siostrę. Marie nie przyłoży ręki do zrujnowania życia Georgowi.

– Owszem, ale też nie przyłoży jej do ratowania go. Jako była narzeczona Jana, wcale nie będzie musiała zeznawać. Dobrze to wiesz, jako prawnik.

– Coś jednak na pewno da się zrobić!  – zawołała Lisa, która nie zamierzała składać broni, zanim bitwa się rozpoczęła — Może by tak spróbować porozmawiać z tym jego… no z tym młodym psychiatrą.

 – Wątpię, czy to coś da. Jan nigdy się publicznie nie przyzna do tego, że jest gejem.

 – Ale spróbować można.


%d blogerów lubi to: